niedziela, 7 grudnia 2008

Pierniczki


W tym roku na II Festiwal pierniczków przygotowałam prezenty Mikołajkowe według Ptasinego przepisu:

50 dkg mąki (ale trzeba więcej, podsypywałam)
30 dkg miodu (u mnie naturalny)
10 dkg cukru pudru
12 dkg masła
1 jajko
2 łyżeczki sody oczyszczonej
4 paczki przypraw korzennych

Do wykonania witrażyków potrzebujemy landrynek - potłuczonych...

Rozpuściłam miód z masłem, na małym ogniu. Odstawiłam do ostygnięcia. Suche składniki wymieszałam, dodałam masę miodową i jajko. Odstawiłam na pół godziny do lodówki...

Wykrawałam i piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (same) lub 150 stopni (z witrażykami). Niektóre przed upieczeniem dekorowałam orzeszkami piniowymi.
A poza tym chcę Wam pokazać zdjęcia z dzisiejszej wyprawy na bobry. Co prawda w tej kwestii udało nam się tylko obejrzeć żeremia, ale za to na krawędzi mgły przemknęło 5 saren. Błysnęły "lustrami" i pobiegły w pola.
Było grząsko, chłodnawo, mgliście i... bardzo zimowo.

niedziela, 30 listopada 2008

Schab z gruszkami


Udało nam się znaleźć w Warszawie miejsce gdzie są suszone gruszki (jakiś czas temu wymiotło je ze znajomych sklepów). Tak więc zgodnie z obietnicą zapraszam Was na schab z gruszkami. Dzięki dodatkowi imbiru znakomicie wpisuje się w program korzennego weekendu.

przynajmniej kilogram środkowego schabu,
ok. 400 g suszonych gruszek
główka czosnku
3 łyżki oliwy (może być z chilli)
2 łyżki majeranku,
2 łyżeczki imbiru w proszku
sól, pieprz

Obieram i rozgniatam czosnek. mieszam go w miseczce z solą i pieprzem, majerankiem, imbirem i dwiema łyżkami oliwy.
Schab czyszczę z tłuszczu i błon, a następnie dziurawię wzdłuż, przez środek pamiętajcie, ostrożnie, musi zostać sporo mięsa po bokach, żaby owoce nie uciekły). Gruszki wpycham w nacięcie, dokładnie wypełniając całość.Mięso nacieram masą czosnkowo - przyprawową.
Spory kawałek folii aluminiowej zwilżam oliwą, układam mięso na środku i zawijam szczelnie (ale zostawiając trochę luzu). Przez pół godziny piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza.
Do odpowiednich rozmiarów formy do pieczenia wlewam 100 ml wina (tym razem białego półsłodkiego), układam mięso. Nakrywam kawałkiem folii, i znów wstawiam do piekarnika - na kolejne pół godziny. Po tym czasie zdejmuję folię i pozwalam mięsu się przyrumienić.

Jajko na miękko z pieprzem syczuańskim


Dziś korzennie już od rana. Gdy wczoraj przeglądałam jedną z moich ulubionych książek - Kuchnia z bukietem przypraw Philippa Delacourcelle, już Wam o niej pisałam - wpadł mi w oczy przepis wybitnie śniadaniowy i niesamowicie prosty.

Składniki (dla jednej osoby):
1-2 jajka
1 łyżeczka do kawy pieprzu syczuańskiego
sól morska

Sól i pieprz utłukłam w moździerzu (w przepisie jest napisane, żeby drobno, ale jakoś mi się nie chciało, zresztą miałką sól z pieprzem syczuańskim już mam - gotowca - i to nie to samo). Jajka o temperaturze pokojowej ugotowałam we wrzątku (jakieś 3-4 minuty) a następnie schłodziłam pod zimną wodą.
Wspaniały zapach i smak. Śniadanie w sam raz na pochmurne i zimne dni...

sobota, 29 listopada 2008

Wołowina z kawą i cynamonem


Z okazji weekendu korzennego organizowanego przez Ptasię chciałabym podzielić się z Wami jednym z moich ulubionych przepisów. Znalazłam go na w książce Roberta Makłowicza "Fuzja smaków. Podróże kulinarne Roberta Makłowicza"(Wydawnictwo znak, Kraków 2007). Zakochałam sie z miejsca. Pierwszy raz wyszła mi wtedy wołowina - krucha, soczysta, aromatyczna...

800 g wołowiny bez kości (udziec)
3 łyżki oleju
1 cebula
3 ząbki czosnku
50 ml ciemnego rumu (albo złotego)
1 łyżka mąki
4 liście cynamonu (ew. kawałek kory - u mnie spory kawałek kory)
1 kubek świeżo zaparzonej, mocnej kawy (z tych małych kubków)
2 łyżeczki melasy (nie mam, tym razem podmieniłam miodem spadziowym)
kilka kropel sosu picapeppa (tabasco)
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Mięso pokroić w kostkę jak na gulasz. W rondlu rozgrzać olej, dodać mięso, szybko obsmażyć na mocnym ogniu ze wszystkich stron (ważne, żeby nie zaczęło puszczać soku), oprószyć solą i pieprzem, wrzucić pokrojoną w półplasterki cebulę i posiekany czosnek, zmniejszyć ogień i dusić razem kilka minut. Wlać rum, podpalić; po chwili wlać kawę (nie miałam Blue Mountain, ale Dawidoff pasuje), dodać melasę, ostry sos, liście lub kore cynamonu, oprószyć mąką, wymieszać, przykryć, dusić na niewielkim ogniu około półtorej godziny, w razie potrzeby (w moim wypadku potrzeba była zawsze) podlewać nieco wodą. Uwaga, lubi sie przypalać - ale i przypalone smakuje świetnie.
Stanowi zgrany duet z knedlami, pampuchami, plackami ziemniaczanymi, a na zdjęciu - z ziemniaczaną babką...

niedziela, 23 listopada 2008

Kurczak Hraymi


W poszukiwaniu przepisów na Festiwal kuchni żydowskiej podążałam tropem Claudii Roden. W wywiadzie, zamieszczonym na stronie internetowej Times Online znalazłam przepis na rybę hraymi, podobno odpowiedź libańskich Żydów z Trypolisu na Gefilte Fish. Niestety nie spodobała mi się żadna z ryb oferowanych w pobliskim sklepie. Do przyjęcia były natomiast filety z kurczaka ;o) I tak powstał chicken hraymi.

Składniki:
6-8 ząbków czosnku zmiażdżonych (posiekałam drobno),
5 łyżek oliwy extra vergine,
łyżeczka papryki w proszku,
½ łyżeczki harissy,
2 łyżki przecieru pomidorowego,
sok z 1 cytryny,
sól,
175 ml wody
około kilograma mięsa z piersi kurczaka,
4 łyżki posiekanej kolendry (nie było, niestety).
Na głębokiej patelni, na oliwie, podsmażyć czosnek, do uzyskania lekkiego koloru. Dodać paprykę, harissę, przecier pomidorowy. Zalać wodą, wycisnąć sok z cytryny. Lekko osolić. Gotować na małym ogniu około 5 minut. Rozłożyć kurczaka pokrojonego w spore kawałki, dusić około 10-15 minut (raz obracając). Podawać posypane siekaną kolendrą.

A do tego znaleziony u tej samej autorki, w rozdziale tureckim książki Arabesque. A taste of Morocco, Turkey & Lebanon*, pilaw z rodzynkami i orzeszkami piniowymi (to jest naprawdę genialne połączenie).

400 g ryżu długoziarnistego (lub basmati)
1 duża cebula, posiekana,
3 łyżki oliwy,
100 g orzeszków piniowych,
750 ml bulionu,
łyżeczka mielonego cynamonu,
1/2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego (dodałam zamiast kolendrę i kumin)
sól, pieprz
3 łyżki sułtanek lub małych, ciemnych rodzynek

Na kolejnej głębokiej patelni, na oliwie podsmażyć cebulę na złoto. Dodać orzeszki, smażyć aż nabiorą lekkiej barwy. Wmieszac ryż - tak, by dobrze pokrył się tłuszczem. Zalać bulionem, doprawić zielem, cynamonem, solą (ostrożnie, w zależności od słoności bulionu) i pieprzem, posypać rodzynkami. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem, nie mieszając, przez 20 minut, lub do czasu wchłonięcia wody przez ryż.
Celowo (podaję to przecież z kurczakiem) ominęłam dodatek masła.
_____________________
* Arabesque i Tamarind & Saffron przywiózł mi swego czasu bardzo miły Kurier-Z-UK; im częściej do nich zaglądam, tym bardziej cieszę się że Kurier był tak miły ;o)

Zupa kminkowa mocno orzechowa


Połowa stycznia 2005 roku w Krakowie była słoneczna, choć bardzo mroźna. Podawana w okrąglaku na placu Nowym, na Kazimierzu, kapusta z kminkiem parowała, oddając cenne ciepło, gdy my próbowaliśmy utrzymać w urękawicznionych palcach widelce.
Na szczęście później zaniosło nas do znajdującego się na Kazimierzu hotelu Klezmer-Hois, gdzie odkryliśmy znakomity i niskoprocentowy lek na przemarznięcie - kminkówkę. Spróbowałam ją później odtworzyć w domu. Wyszło bardzo dobrze, a że za oknem śnieg już leży, a nam kończy się festiwal kuchni żydowskiej ... zapraszam.

Na trzy litry wody potrzebować będziemy:
ok 200 gram kminku (20 dag, 7 paczek ;o) - im lepszy, bardziej aromatyczny, tym mniej;
4 marchewki,
4 pietruszki,
1 duży por - w kawałkach,
1 seler.
Kminek wsypać do garnka. Zalać wodą. Doprowadzić do wrzenia. Dodać włoszczyznę, przyprawy. Gotować. Po ok. pól godzinie wyjąć warzywa. Jeżeli kminek nie jest wystarczająco miękki, gotować jeszcze chwilę.
Z włoszczyzny (za wyjątkiem pora, który po ugotowaniu nie nadaje się do niczego) wychodzi bardzo dobra majonezowa sałatka.

czwartek, 20 listopada 2008

Szpinak z orzeszkami piniowymi


Czyli moja pierwsza propozycja na Festiwal kuchni żydowskiej. Zaskoczeni? Niesłusznie. Obok znanych nam potraw, takich jak chałka, czulent czy cymes, wpisujących się w tradycje kulinarną żydów aszkenazyjskich zamieszkujących naszą strefę klimatyczną, są jeszcze potrawy żydów sefardyjskich. Ich kuchnia, tworzona na półwyspie iberyjskim, poddana była wpływom śródziemnomorskim, a w XV wieku, w ślad za wypędzonymi, wyemigrowała między innymi do Włoch, krain Maghrebu, na Bałkany i Bliski Wschód.

Przepis pochodzi z książki Claudii Roden Tamarind & Saffron. Niestety (haaaalo, Mikołaju ;o) nie posiadam jeszcze w domowej biblioteczce jej książki The Book of Jewish Food, której poświęciła 10 lat życia, i w której między innymi tropi ślady kuchni żydowskiej w kuchniach innych narodów. Ale z tego co widziałam, mając ja przez chwile w ręku - warto, oj warto.

500 g szpinaku,
1 średnia cebula, posiekana,
2 łyżki podprażonych orzeszków piniowych,
2 łyżki namoczonych rodzynek,
2 łyżki oliwy,
sól, pieprz

Szpinak poddusić na patelni na łyżce oliwy, doprawić solą i pieprzem. Cebulę podsmażyć na reszcie oliwy na złoto, wymieszać ze szpinakiem, rodzynkami i orzeszkami piniowymi. I już.

środa, 19 listopada 2008

Pawłowa ze szczyptą egzotyki


Jeden z najsłynniejszych deserów świata nazwany został na cześć Anny Pawłowej, rosyjskiej primabaleriny z przełomu XIX i XX wieku. Podobno pierwszy raz przygotowano go według jej własnego przepisu... Bazą jest lekko ciągnąca w środku beza, zdobiona bita śmietaną i owocami.
Jak się może zorientowaliście, po zrobieniu figowo-pekanowego parfait zostało mi 7 białek. A że przyjść mieli lubiący słodycze goście, to aż się prosiło, żeby zrobić Pawłową... Lekko zakręconą Pawłową black&white...

Składniki:
7 białek
350 g cukru pudru
1/2 łyżeczki octu winnego czerwonego
1/2 łyżeczki octu cytrynowego
4 łyżeczki kakao
50 g ciemnej czekolady, posiekanej w drobne kawałki
1 bardzo drobno posiekana papryczka chilli

masa czekoladowa:
Do 3 białek, ubitych na sztywną pianę, dodałam po łyżce 150 g cukru pudru, kakao, ocet z czerwonego wina, posiekaną czekoladę i chilli.
masa biała:
Do 4 białek, ubitych na sztywną pianę, dodałam po łyżce 200 g cukru pudru i ocet cytrynowy.

Na blasze wyłożonej papierem położyłam obręcz tortownicy. Wzdłuż zewnętrznej krawędzi wylałam białą masę, w środek wlałam ciemną. Widelcem zrobiłam delikatne mazaje. Już bez obręczy włożyłam do piekarnika nagrzanego do jakichś 180 stopni C. Po 5 minutach przykręciłam na 150 i piekłamprzez godzinę - mniej więcej.
Wierzch udekorowałam bitą niesłodzoną śmietana i świeżym ananasem pokrojonym w kawałki, otoczonym w cukrze utłuczonym z listkami mięty...

sobota, 15 listopada 2008

Parfait z figami i orzechami pekan


Przepis pochodzi z książki "Iced. 180 very cool concoctions", pełnej wspaniałych przepisów na - w większej części słodkie, ale nie tylko - lody, parfait, sorbety i wszelkie inne mrożone pyszności.

W oryginalnym przepisie zamiast orzechów pekan występują migdały. Tego akurat dnia jednak było w mojej kuchni łatwiej o pekan. Zapraszam do spróbowania mojej pierwszej propozycji na organizowany przez Elę Orzechowy tydzień.

350 g miękkich suszonych fig
60 ml amaretto
7 dużych żółtek
2 łyżki stołowe miękkiego brązowego cukru
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki ekstraktu wanilii
100 g orzechów pekan (migdałów) lekko podprażonych
300 ml śmietanki kremówki

Figi należy pociąć na ćwiartki i umieścić w małym rondelku, razem z likierem. Podgrzewać na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż do wchłonięcia amaretto (ok. 5 minut). Zdjąć z ognia i ostudzić.
Żółtka, cukier, miód i wanilię zmiksować malakserem na gładką, puszystą masę. Dodać figi i kilkukrotnie zakręcić na wysokich obrotach (figi powinny jednak być w kawałkach, małych, bo małych, ale kawałkach). Całość przełożyć do miski i wmieszać orzechy.
Ubić śmietanę. Jedną trzecią wmieszać do masy figowej, potem dodać resztę.
Całość wlać do dużej keksówki, wyłożonej folią spożywczą. Nakryć warstwą folii, wstawić do zamrażalnika. Masa powinna się ściąć w jakieś 4 godziny, ale najlepsze jest po całej nocy chłodzenia.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Placuszki z wędzonym łososiem

Robiłam je już kilkukrotnie, ale za każdym razem znikały zbyt szybko. Tym razem się udało ...
Przepis pochodzi z Wielkiej Księgi Kucharskiej "Przekąski" śp. wydawnictwa Konemann.

125 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
125 ml mleka
1 łyżka śmietany
2 jaja

do dekoracji:
gęsta śmietana
wędzony łosoś

Wymieszać wszystkie składniki na gładkie ciasto, odstawić na 10 minut.
Smażyć na rozgrzanej patelni małe placuszki. Każdy udekorować śmietaną, plasterkiem łososia. Posypać koperkiem lub mieloną papryką...

niedziela, 9 listopada 2008

Muffiny z kozim serem


Uwielbiam kozi ser, także w parze z dobrą wędzoną szynką (albo nutellą, ale to już inna bajka). Dzisiejsze eksperymentalne muffiny wyszły bardzo wilgotne, w sam raz serowe - jak dla mnie, idealne.

Składniki na 12 sztuk:
200 g jogurtu (np. kozio-owczego),
mleko – ok. 50 ml,
10 dag miękkiego koziego sera,
3-4 plasterki wędzonej szynki,
250 g mąki pszennej,
łyżeczka proszku do pieczenia,
łyżeczka miodu,
sól,
6 łyżek stołowych niesolonego masła,
1 duże jajko,
1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu,

Rozgrzewam piekarnik do 200 stopni Celsjusza.

Mieszam kozi serek z dwiema łyżkami jogurtu i drobno posiekaną szynką. W dużej misce łączę ze sobą suche składniki (mąkę, proszek do pieczenia, sól, rozmaryn). W małym garnuszku rozpuszczam masło z miodem, odstawiam do ostygnięcia. Uzupełniam jogurt mlekiem, tak żeby było 250 ml. Dodaję rozpuszczone masło i jajko, a następnie wlewam do miski z mąką.

W natłuszczonych masłem foremkach układam po łyżce ciasta. Na to po łyżeczce nadzienia i nakrywam kolejną łyżką ciasta. Jeżeli mam w lodówce kozi ser, posypuje kilkoma strużynkami. Piekę około 25 - 30 minut.


Cielęcina z sosem rakowym


Ostatnio bardzo polubiłam vitello tonatto, i wszelkie połączenia mięsa z rybami. A jako że w Makro Cash&Carry pojawiły sie mrożone szyjki rakowe, chodziło mi po głowie coś z rakami, coś co wpisałoby się w ramy zabawy "Gotowanie po polsku".
I tak powstała cielęcina z sosem rakowym...

Mięso ugotowałam posiłkując się przepisem na vitello tonnato zamieszczonym przez Elę na blogu My Best Food.
  • 1kg chudej cielęciny na pieczeń
  • 2 marchewki, pół bulwy selera
  • sok i skórka z całej cytryny
  • szklanka wina białego
  • szklanka oliwy z oliwek
  • wody tyle, żeby płynów było do polowy wysokości cielęciny
  • 4 łyżki majonezu
  • 250 g szyjek rakowych
  • łyżka koperku

Cielęcinę oczyściłam z błon (na przyszłość będę wiedzieć, że lepiej podzielić ją na mniejsze kawałki i usunąć także te błony, którymi były poprzerastane), obwiązałam ściśle sznurkiem, włożyłam do garnka o grubym dnie. Dodałam pokrojone w duże kawałki marchewkę i selera, a także kawałeczek pora oraz skórkę i sok z cytryny, wino, oliwę. Dolałam wody i gotowałam na małym ogniu, pod przykryciem, przez około godzinę. Zostawiłam do ostygnięcia.

Marchewkę i selera zmiksowałam z kilkoma łyżkami płynu z gotowania na gładką masę.

250 g szyjek rakowych rozmroziłam, a następnie zmiksowałam (zostawiając kilka do dekoracji) z 4 łykami majonezu i 3 łyżkami sos warzywnego (soląc do smaku). Szyjki rakowe nadały sosowi pewnej faktury.

Mięso pokrojone w cieniutkie plasterki ułożyłam na talerzu, polałam sosem, ozdobiłam całymi szyjkami i posypałam siekanym koperkiem.

sobota, 8 listopada 2008

Naleśniki piwne w dwóch odsłonach


I. Odsłona pierwsza, czyli jak to się wszystko zaczęło


W lodówce czekał na mnie kawałek znakomitej ponoć kaszanki (jakieś 20 dag), Problem w tym, że i ja, i Książę Małżonek, kaszankę jadamy jedynie z grilla. Mocno wypieczoną. Długo biłam sie z myślami, aż w końcu, zainspirowana pomysłem na pierogi z kaszanką i cynamonem, przejrzałam kilka książek kucharskich, aż powstało danie, z którego naprawdę jestem dumna - a w dodatku znakomicie wpisuje się w tydzień Gotowania po polsku.

naleśniki piwne:
1,5 szklanki pszennej mąki
2,5 szklanki Redds'a jabłkowego (można by też spróbować z cydrem)
2 jaja
łyżka oliwy, sól, pieprz
po łyżeczce suszonego estragonu i oregano

Jaja zmiksowałam z piwem i, cały czas miksując, stopniowo dodawałam przesianą mąkę, oliwę, zioła, sól i pieprz. Po kolejnych 5 minutach, przykryłam i odstawiłam - na pół godziny. Przed smażeniem dokładnie wymieszałam. Smażyłam na rozgrzanej, sporej patelni, czego efektem było 7 sztuk...

farsz (na 4 naleśniki):
20 dag kaszanki
średnia cebula - drobno posiekana
Na oleju podsmażyłam cebulkę. Dodałam pokrojoną w plastry kaszankę i dalej smażyłam, aż się rozpadła.

Nałożyłam farsz na naleśniki, złożyłam w trójkąty i polałam sosem jabłkowym.

sos:
2 łyżki stołowe słodkiej musztardy
1 łyżeczka miodu
3 łyżki stołowe octu jabłkowego
6 łyżek oliwy
Wszystkie składniki wlać do małego słoiczka, mocno zakręcić i potrząsać - do uzyskania gładkiej emulsji.
Zdjęcie nie zachwyca, ale spróbujcie - naprawdę warto.

II. Odsłona druga, czyli znowu o wędzonych rybach

Z krótkiej (a nawet bardzo krótkiej) podróży służbowej do Krakowa przywiozłam - między innymi - suma, świeżo wędzonego w zimnym, olchowym dymie. Znajomość z tą wspaniałą rybą (oraz jej kolegami: pstrągiem i łososiem, potraktowanymi w podobny sposób) można zawrzeć w każdy czwartek Pod Baranem - w mojej jak dotąd ulubionej krakowskiej restauracji. A w dodatku można te ryby kupić na wynos, a bardzo mili panowie kelnerzy zadbają o to, by bezpiecznie przetrwały nawet podróż pociągiem...
Tam i z powrotem z Warszawy do Krakowa, kilka spotkań, wszystko w 12 godzin - można się zmęczyć. A w domu trzy głodomory, przy czym jeden z nich (największy) nie bardzo ma ochotę na suchą karmę Royal Canin Indoor Light...
Na szczęście były w lodówce jeszcze 3 naleśniki piwne z wczorajszego dnia, był wędzony sum (część została zjedzona bez dodatków)...

300 g serka (Turek, Bieluch itp.)
4 łyżeczki chrzanu
200 g wędzonego suma (bez ości)
3 garście rukoli
3 naleśniki piwne

Serek wymieszać z chrzanem. Rozsmarować na naleśnikach. Suma podzielić na trzy części, rozłożyć na serku, przykryć rukolą. Naleśniki złożyć w trójkąty.
Coś wspaniałego. I w zasadzie po polsku (no, rukola jest małym wyjątkiem).

Schab ze śliwką


Czyli niekwestionowany przebój wszelkich świąt. Jakiś czas temu moja Mama głośno zastanawiała się, po co właściwie kupuje całą resztę wędlin, skoro i tak nikt na nie nawet nie patrzy. To znaczy nie patrzy do momentu, w którym po schabie zostaje już tylko zapach czosnku i majeranku...
Jakiś czas temu, by ucieszyć Księcia Małżonka, spróbowałam z nadzieniem z suszonych gruszek. Eksperyment okazał się bardzo, bardzo udany. Gdy więc trafiłam na ładny kawałek schabu, stwierdziłam, że moją drugą pozycją w ramach zabawy "Gotujemy po polsku" będzie schab z gruszkami. Niestety okazało się, że na suszone gruszki jest za wcześnie - pojawią się na chwilę przed świętami, choć przecież można je wykorzystać nie tylko w wigilijnym kompocie z suszu.

Schab jednak czekał, więc został zrobiony tradycyjnie - ze śliwkami.

Biorę kilogram ładnego, grubego i równego schabu środkowego - oczyszczonego z tłuszczu i błon (podczas pieczenia błony się kurczą) i długim, ostrym nożem robię w nim, wzdłuż, przez środek, tunel (tylko ostrożnie, musi zostać sporo mięsa po bokach, by farsz nie wychodził). 20 dag suszonych, pozbawionych pestek śliwek (polskie są bardziej aromatyczne, ale miękkie kalifornijskie lepiej sie później kroją) wpycham w nacięcie, dokładnie wypełniając całość.
Mięso nacieram 5-6 sporymi ząbkami czosnku, rozgniecionymi i roztartymi z solą (tak około łyżeczki) oraz zmieszanymi z dwoma łyżkami suszonego majeranku.
Spory kawałek folii aluminiowej zwilżam olejem, układam mięso na środku i zawijam szczelnie (ale zostawiając trochę luzu). Przez pół godziny piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza. Do odpowiednich rozmiarów formy do pieczenia wlewam 100 ml czerwonego wina, układam mięso wyjęte z piekarnika, jeżeli jakieś śliwki zostały, to je też dodaję. Nakrywam kawałkiem folii, i znów wstawiam do piekarnika - na kolejne pół godziny. Po tym czasie zdejmuję folię i pozwalam mięsu się przyrumienić... Zdecydowanie lepsze jest, gdy nieco przestygnie, ale któż by się oparł...

Dobry chleb, plaster mięsa... i jest bosko.

A na schab z gruszkami zaproszę Was, gdy tylko dorwę gruszki...

środa, 5 listopada 2008

Pieczonka z grzybami - gotujemy po polsku

"Cuda czyni Leśniczyni
Pieczonka z grzybami"*

Gdybym była prawdziwą leśniczyną, to pewnie dysponowałabym żeliwnym kociołkiem, i ogniskiem. Bo prawdziwa pieczonka (w innych rejonach zwana także duszonką) to mięsa i warzywa prażone powoli, w żeliwnym kociołku. Samo naczynie wykłada się liśćmi kapusty, a do środka wędrują, układane warstwami, wędzony boczek i kiełbasa, wieprzowina, ziemniaki (buraki). Wszystko razem ustawione w ognisku i szczelnie przykryte, dusi się powoli, dając znakomity pretekst do towarzyskiego spotkania (w dodatku stanowi znakomitą podkładkę pod ewentualne płynne procenty...)

Pieczonka z grzybami w moim wykonaniu to ziemniaki w plastrach z dużą ilością cebuli i szczypiorku, suszonymi grzybami zapieczone pod serem - jak raz, kozim. Proste, mało wymagające, i bardzo, bardzo pasujące do pogody za oknem...

W niedużej misce zalewam wrzątkiem dwie garści suszonych grzybów. Zostawiam na jakieś 5 minut. Około kilograma ziemniaków, obranych i pokrojonych w półcentymetrowe plastry, gotuję przez chwilę (tak by lekko zmiękły). Na rozgrzanej patelni podsmażam dużą, cebulę (posiekaną w drobną kostkę), pieczarki (też w kostkę, ale zdecydowanie większą) i odsączone i posiekane grzyby. Smażę dość długo na małym ogniu - aż cebula się skarmelizuje (ale nie przypali). Całość przyprawiam delikatnie, solą i pieprzem...
W naczyniu do zapiekania mieszam wszystko razem - dodając pół pęczka posiekanego szczypiorku. Posypuję grubo startym serem i zapiekam w 150 stopniach, aż ser się rozpuści... Do tego jakaś lekka sałatka - i już.

Przepis mało odkrywczy, ale w sam raz, by w tygodniu, po pracy, znaleźć chwilę na ugotowanie czegoś w ramach ogłoszonej przez Irenę i Andrzeja zabawy "Gotujemy po polsku"...

___________________________
* Cytat z pewnego zbyt poetyckiego menu...

poniedziałek, 27 października 2008

Festiwal Dyni: Makaron zapiekany z sosem mięsnym i dynią

Bardzo prosta potrawa, a przy okazji bardzo smaczna. Sama raczej bym nie wpadła na takie połączenie - tym bardziej więc dziękuję Cioci Irenie za inspirację (i niedzielny obiad).

Zasada jest prosta - bierzemy ulubiony makaron (ugotowany bardzo al dente) i łączymy go z podsmażoną na maśle dynią oraz sosem pomidorowo - mięsnym (takim podrabianym ragu bolognese).

Na bardzo dużą formę ( u mnie dwie - jedna spora, 3 l a druga mała - 1,5 l) potrzebujemy:
  • 500 g mięsa mielonego mieszanego (wieprzowe: łopatka, karkówka do tego kark wołowy lub mielony udziec),
  • dwóch średnich cebul (albo trzech małych porów, albo czterech dużych dymek - naprawdę dużych) drobno posiekanych,
  • 500 g makaronu (raczej nie spaghetti ;o),
  • 400 ml pomidorowej passatty,
  • 600 g dyni - pokrojonej w kawałki wielkości kęsa,
  • 150 g ładnie się topiącego żółtego sera - startego
Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, czyli przyprawach. Ja wykorzystałam dziś:
do mięsa:
łyżeczkę kuminu,
2 łyżki sosu Worcestershire
1/2 łyżeczki Tabasco
sól, świeżo zmielony pieprz,
do dyni:
świeżo zmieloną gałkę muszkatołową (ciężko orzec ile, ale pewnie koło łyżeczki).

W dużej ilości wody gotujemy al dente makaron. Na głębokiej patelni na oliwie podduszamy cebulę (można dodać czosnek). Dodajemy zmielone i wymieszane razem mięso, pieprzymy, posypujemy kuminem i skrapiamy Tabasco. Smażymy mieszając. Gdy się już zrumieni, solimy, zalewamy passattą i doprawiamy sosem Woster - dusimy do zgęstnienia sosu.

Na drugiej patelni na maśle, na małym ogniu, obsmażamy do miękkości dynię posypaną gałką muszkatołową.

W naczyniu do zapiekania układamy makaron wymieszany z dynia i sosem mięsnym (część sosu zostawiamy i dodatkowo polewamy wierzch). Posypujemy serem. Zapiekamy w 180 stopniach do zrumienienia.

poniedziałek, 13 października 2008

Dalekowschodnio

Długo mnie - nas - nie było. Na przełomie września i października koty obrażone siedziały w domu (pracowicie dewastując dopiero-co-spłacony-narożnik), a my... a my liczyliśmy rowery w Pekinie. Wyszło nam, że liczba 9 milionów nie jest już tak prawdopodobna jak rok temu. Część zastąpiły motorowery, a te najbardziej malownicze, "juczne" rowery, z przyczepką załadowaną meblami, garnkami, siatami, z babcią na szczycie całego bałaganu - w większości zniknęły...

Na szczęście jednak zostały najważniejsze rzeczy:
Wielki Mur (no dobrze, chińskie mury ;o), w tym roku "zapłakane deszczem":
niesamowite, rozległe i niezwykle malownicze parki...
i jedzenie... No właśnie - jedzenie. Jeżeli o nie chodzi, to już wiem że korespondent ze mnie żaden. Większość z - nielicznych - zdjęć gotowych dań, jakie zrobiłam, nie nadaje się do niczego. Nawet z kosza trzeba je szybko wyrzucić, bo tylko zajmują miejsce. Cóż mogę napisać na swoje usprawiedliwienie? Po pierwsze, po całych dniach zwiedzania (w zasadzie mogłabym napisać artykuł pt. Pekin w dwa tygodnie i 210 000 kroków) apetyt dopisywał nie tylko mi, ale i współbiesiadnikom. A że chińskim zwyczajem wszystko, co zamówione, było wspólne, i krążyło po stole na olbrzymiej, szklanej "Lasy Susan" to nie należało się ociągać...

Porządną fotorelację mogę zdać jedynie z Donghuamen -ulicy, na której o zmierzchu (a nawet, na szczęście dla zdjęć, chwilę wcześniej) rozpoczyna się nocny handel przekąskami wszelkiej maści. Niestety jest to stały punkt programu wycieczek ;o) i w tzw. Złoty tydzień było ciężko gdziekolwiek się dopchać...
Na szczęście byliśmy tam dłużej niż tydzień.

Na ciągnących się wzdłuż chodnika straganach, obok tak oczywistych oczywistości jak szaszłyki z kurczaka, jagnięciny czy wołowiny, można było znaleźć między innymi ostrygi, kraby, ośmiornice i kałamarnice, krewetki, podroby (nereczki, serduszka itp.), sąsiadujące z wegetariańskimi naleśnikami...
oraz szaszłykami z owoców - dla chętnych te oblane karmelem...
Odważnych kusiły drogie (i podobno niesmaczne) skorpiony, (podobno) w miarę smaczne koniki polne, i zupełnie smaczne jedwabniki...
Odpocząć można było przy zieleninie i grzybach (a także kuleczkach rakowych, lotosie i tofu)...
Ja tam byłam,
jedwabnika jadłam
i z kokosa piłam...

piątek, 19 września 2008

Morska lasagne ze szpinakiem i sumakiem

Ta potrawa jest wynikiem eksperymentu z sumakiem. I nieprzemijającego uwielbienia dla asortymentu pewnego szczecińskiego sklepu z rybami...

Składniki:
płaty makaronu lasagne
75 dag szpinaku
25 dag owoców morza (z mrożonki)
40 dag wędzonego łososia, bez skóry i ości
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
masło do duszenia
ser żółty starty - do posypania

sos:
2 łyżki sumaku suszonego w proszku
600 ml mleka
2 łyżki masła
2 łyżki mąki

Szpinak poddusić na maśle, dodać drobno posiekany czosnek oraz rozmrożone owoce morza. Pod sam koniec duszenia wymieszać z pokrojonym w kawałki kęsa łososiem.
Z masła i mąki przygotować białą zasmażkę (rozgrzać masło w garnuszku, dodać mąkę); kiedy się spieni wlewać mleko powoli, cały czas energicznie mieszając. Gotować aż zgęstnieje, pod koniec doprawić solą pieprzem oraz dodać sumak (beszamel zmieni kolor na lekko różowy).

Na dno formy do zapiekania wylać łyżkę beszamelu, ułożyć warstwę beszamelu, przykryć częścią szpinaku, zalać kolejną porcją beszamelu. Układać do wyczerpania składników (lub miejsca w formie) tak by ostatnią warstwą był beszamel. Posypać startym żółtym serem (grojerem na przykład).

Zapiekać około 20 - 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Zdjęcia nie ma (nie mogę znaleźć - nie wiem nawet, czy robiłam). Ale jako że wyszło bardzo pyszne, przepis wart uwiecznienia.

niedziela, 14 września 2008

Marynowana papryka w paskach

Ten przepis w 2005 roku podała na Forum Kuchnia niejaka Bety. W ślad za nią uprzedzam, że można się uzależnić.
Sam proces przygotowywania ma w sobie coś hipnotyzującego ;o) ale jako że pokrojenie 4 kg papryki w cieniutkie paseczki (maksymalnie pół centymetra grubości) trochę trwa, lepiej zakontraktować sobie pomocnika - lub pomocników...

4 kg mięsistej papryki (czerwonej lub żółtej)
1 duża główka czosnku
8 dkg soli
1 szklanka octu 10%
1 szklanka cukru
3/4 szklanka oleju słonecznikowego

Paprykę pokroić w paski, czosnek w plasterki i wymieszać to wszystko w dużej misce z solą. Odstawić na 4 godziny, tak by puściło sok. Po 4 godz. wlać ocet, wsypać cukier, wymieszać i odstawić na następne 4 godziny...
Następnie włożyć wszystko do słoiczków, zalewając na końcu płynem wymieszanym z olejem. Pasteryzować 20 minut.

Zupa kurkowa z masłem orzechowym

Znaleziona w ostatnim (9/2008) numerze miesięcznika Kuchnia zafascynowała mnie od samego początku. A ponieważ akurat czekało na zmiłowanie kilka(naście) kurek...

Nie miałam w domu dokładnych ilości składników (tydzień temu w lesie przeważały podgrzybki, a nie kurki, a w domu "coś" wyżarło cały słoik masła orzechowego, pozostawiając na dnie dwie łyżki...) więc podaję najpierw proporcje przepisu, a w nawiasie ilości użyte przeze mnie...

40 dag kurek (było ich jedynie 12 dag)
1 cebula (1/2 średniej)
1 łyżka oleju, sól, pieprz
3 szklanki gorącego bulionu (u mnie około 400 ml wody podgotowanej ze zmieloną na pył suszoną włoszczyzną)
3 - 4 plasterki wędzonej szynki (pominęłam ;o)
4 łyżki masła orzechowego (2, mizerne 2)
1/4 łyżeczki suszonego oregano
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
szczypta ostrej papryki
2-3 łyżki potłuczonych orzeszków ziemnych (miałam dać piniole ale zapomniałam)
grzanki z pszennego pieczywa (niepotrzebne)

Kurki dusimy razem z posiekaną cebula na oleju. Doprawiamy solą i pieprzem, dolewamy trochę bulionu. Dodajemy pokrojoną w paski szynkę (ten krok oczywiście pominęłam), po kilku minutach masło orzechowe. Rozprowadzamy kolejną porcją bulionu, dodajemy pozostałe przyprawy i powoli wlewamy resztę płynu. Zupę podajemy posypaną orzeszkami ziemnymi, z grzankami z pszennego pieczywa.

Zdecydowanie pyszna. Zastanawiam się, jak by smakowała z masłem z orzechów nerkowca...

środa, 27 sierpnia 2008

Foccaladiere ;o)

... czyli drożdżowy, podrośnięty placek z czarnymi oliwkami i suszonymi pomidorami, przybrany cebulą i anchovies. Kiedyś pissaladiera (zwana także piszu-pisu, nie bardzo właściwie wiadomo czemu) dość często gościła na naszym stole... Postanowiłam przypomnieć te czasy, a że trwał właśnie Pomidorowy tydzień, wrzuciłam pomidory gdzie się dało... ;o)
Składniki:
350 g maki pszennej zwykłej
150 g mąki pszennej razowej
300 ml wody
3 łyżki oliwy
ok 15 g drożdży
1 łyżeczka cukru
ok 12 posiekanych suszonych pomidorów
100 g posiekanych czarnych oliwek
2 średnie cebule
1 łyżka przecieru pomidorowego
ok 12 filecików anchovis

Drożdże rozetrzeć z cukrem, poczekać aż zaczną się pienić. Do miski z mąkami, dodać drożdże i powoli wlewać wodę. Zagnieść z grubsza w kulę, przełożyć na blat. "Wrobić" w ciasto oliwki i pomidory. Zagniatać rękoma pokrytymi oliwą - oliwa wchodzi w ciasto, które jednocześnie nie klei się do rak.
Zostawić do wyrośnięcia w nasmarowanej oliwą misce. Gdy podwoi swoją objętość, przebić, wyrobić raz jeszcze. Ułożyć w nasmarowanej oliwą formie, rozciągnąć.
Drobno posiekaną cebulę wymieszać z przecierem pomidorowym, ułożyć na wierzchu ciasta. Udekorować anchovis.
Piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni jakieś 30 minut.

niedziela, 24 sierpnia 2008

Z grecką nutą

Od dłuższego już czasu tęsknię za Grecją. Co roku obiecuję sobie, że pojedziemy tam znów na urlop, i co roku coś nam wypada. W ramach namiastki co jakiś czas wyciągam "helleńskie" książki kucharskie i gotuję, smażę, piekę...
W ostatni piątek, przy dźwiękach gitary (repertuar artysty zupełnie nie grecki - Waligórski i Kaczmarski - ale jakie wykonanie) jedliśmy potrawy z grecką nutą.


Na początek znaleziony na stronie Tatter o chlebie Grecki chleb z czarnymi oliwkami w wersji dla zapracowanych bizneswoman ;o).
Składniki:
700 g białej pszennej mąki chlebowej

50g mąki pszennej razowej
1 1/2 łyżeczki drożdży instant
2 łyżeczki soli
3 łyżeczki cukru
400ml wody
20ml mleka
100g czarnych oliwek bez pestek, posiekanych grubo
oliwa z oliwek
Zaczęłam w czwartek wieczorem. Mąki według wskazówek Tatter wymieszałam z drożdżami, dodałam sól i cukier. Wlałam wodę połączoną z mlekiem, całość zagniotłam przy pomocy noża. Następnie wszystko wyłożyłam na blat i wyrabiałam rękoma, aż do uzyskania gładkiego, elastycznego ciasta. Dodałam pokrojone oliwki i zagniatałam jeszcze jakąś chwilę (oliwki należy posiekać naprawdę grubo, rozpadną się trochę podczas zagniatania).
Ciasto chlebowe włożyłam do wysmarowanej oliwą miski, nakryłam folią do żywności i wstawiłam na noc do lodówki. Rano wyrośnięte ciasto wyłożyłam na blat, odgazowałam (przebiłam) i zagniotłam kulę, którą następnie umieściłam w naoliwionej tortownicy (moja miała 26 cm) nie dociągając do brzegów. Znów nakryłam folią, wstawiłam do lodówki i poszłam trochę popracować. Wieczorem wyrośnięte ciasto wyjęłam z lodówki i odstawiłam na blat (żeby się trochę ogrzało), a wierzch posmarowałam oliwą. Włączyłam piekarnik, ustawiając temperaturę na 200 stopni. do nagrzanego włożyłam ciasto (podrosło w międzyczasie jeszcze trochę) i piekłam około 40 minut... Zanim pokroiłam, pozwoliłam mu lekko ostygnąć...


A skoro już jesteśmy przy chlebie, a w dodatku trwa Pomidorowy Tydzień to czas na Dakosy (dakos me ouzo). Przytoczony poniżej przepis podał kiedyś kolega Jacek1f (podobno pochodzi od Babci z Achlady), a ja go tylko lekko przeredagowałam...
Podstawą jest wysuszony chleb wiejski w kromkach 2-2,5 cm. (Powiedzmy, że bierzemy 8 podstawek – kromek).
Oliwa – kreteńska (ważne, żeby pyszna była), często półroczna – ostra. Powiedzmy 1/4 szklanki takiej oliwy. Plus potrzebne będzie więcej oliwy, do kropienia.
Ouzo – tak, tak – ouzo tyle, ile oliwy, tu 1/4 szklanki....
Feta – tradycyjnie, ale można też (tu się spierają już wszyscy przy stołach, całymi rodzinami :-))) tu dać myzithre. Zostańmy przy fecie – cały kawał pokruszony dobrze, lub odpowiednia ilość rozdrobnionej mizy.
No i 1 ogromny lub 2 średnie, dojrzale, pękające od słońca pomidory.
Jeszcze tylko oregano z Krety, pieprz świeżo zmielony i sól morska gruba.
Obranego pomidora, oliwę, 3 łyżeczki ouzo, oregano, sól i pieprz łączymy i mieszamy. Dajemy im odpocząć w miseczce ze 30 minut. Dakosy (podstawki) szybko moczymy pod zimną bieżącą wodą, ale krótko - żeby nie zciapciały, i polewamy ouzo. Kładziemy na to masę, skrapiamy oliwą z wierzchu i posypujemy serem.

Jako że mieliśmy ostatnio Pomidorowy Tydzień, nie mogło zabraknąć greckiej sałatki z pomidorami i fetą. Ale postanowiłam podać ją w trochę innej wersji. I tak powstała Sałatka grecka z zupełnie innej beczki,
Składniki:
1,5 kg pomidorów (jędrnych, mogą być rożne kolory...)
200 g fety pokrojonej w kostkę
1 czerwona cebula pokrojona w piórka
100 oliwek - na plasterrrrki
50 g kaparów - posiekać z grubsza
pół litra białego, wytrawnego wina
żelatyny na pół litra płynu
2 łyżki miodu
garść świeżej bazylii
sól, pieprz, oregano
Pomidory należy sparzyć i obrać ze skórki. Pokroić na ósemki, wyciąć szypułkę i usunąć nasiona. W rondelku doprowadzić do wrzenia, dodać miód, liście bazylii i oregano, sól i pieprz. Zdjąć z gazu, wsypać żelatynę. Dobrze wymieszać. Odstawić, by trochę przestygło (ale nie zanadto, żeby się nie ścięło w rondelku). Odcedzić liście.
Na dno formy wyłożonej folią do żywności trochę płynu, rozprowadzić. Ułożyć listki bazylii, następnie warstwę pomidorów. Posypać częścią cebuli, oliwek, fety i kaparów.Zalać płynem tak by warstwa była zakryta. Układać warstwami do wyczerpania płynu i składników ;o) Nakryć folią aluminiową i wstawić do lodówki na minimum 12 godzin.

Na blogu Davida Lebovitza znalazłam Sałatkę z ogórka z fetą wg. Joanne Weir. Nie jest to może najlepsza sałatka, jaka jadłam w życiu (wolę tę z fetą i arbuzem/melonem chociażby) ale na pewno warta jest robienia.
Składniki:
1 duży ogórek, obrany ze skóry, pozbawiony nasion i pokrojony w kostkę,

gruboziarnista sól,
200 g sera feta (użyłam greckiej, ale nie wiem czy miękki ser typu... nie byłby lepszy),
60ml oliwy,
2-3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny,
1 łyżka wody,
świeżo zmielony pieprz,
1 mała czerwona cebula, drobno posiekana,
po 1 łyżce siekanej świeżej mięty, pietruszki i koperku
Ogórka zasypać solą, pozostawić na sicie na pół godziny, żeby puścił sok. Pokruszyć fetę do miski, wymieszać z oliwą, wodą, sokiem z cytryny i kilkoma szczyptami pieprzu. Dodać odciśnięte ogórki, cebulę i zioła. Doprawić do smaku.

Przygotowanie piątkowego spotkania zajęło mi sporą część czwartkowego wieczoru i nocy. Jedną z bardziej magicznych chwil była ta, kiedy cały dom już spał, utrudzony mały szary kuchcik poszedł zwinąć się w kłębek w nogach Księcia Małżonka, RMF Klassik cichutko grało, a w kuchni unosił się słodki zapach Pieczonej papryki.
Piekarnik nagrzewamy do maksimum. Na kratce układamy 4 duże, mięsiste papryki i wsuwamy na najwyższy możliwy poziom. Pod nie dobrze jest podstawić blachę wyłożoną papierem - będzie mniej czyszczenia. Gdy skórka sczernieje i zacznie odstawać, papryki należy obrócić (w tej chwili może pociec trochę soku) i piec do spalenia się skóry z drugiej strony. Papryki ostrożnie wyjąć do dużego garnka i szczelnie nakryć folią aluminiową (można dociążyć pokrywką). Ostudzić.
Ostudzone papryki obierać nad garnkiem ze skóry i z nasion, przekładać do pojemnika. Zalać przecedzonym sokiem (sposób pieczenia papryk w całości, pozwalający zachować ich soczystość podsunął minie kto inny, tylko jacek1f), dodać oliwę i ocet winny, marynować przed podaniem przynajmniej godzinę.

Przebojem wieczoru okazały się być Keftedes czyli małe, ziołowo-korzenne pulpeciki z mielonego mięsa. Sukces był tak spektakularny, że następnego dnia musiałam utoczyć nową porcję.
Składniki (na jeden duży talerz):
0,5 kg mięsa mielonego
1 jajko
2łyżki bułki tartej
2 łyżki suszonego oregano
2 łyżki czerwonego octu winnego
2 rozgniecione ząbki czosnku
50 g siekanych orzechów laskowych
2 łyżeczki kuminu
po 1 łyżeczce czerwonej papryki: pikantnej i słodkiej
Wszystko wymieszać razem w misce. Utoczyć kulki wielkości... nie orzechy laskowe są jak dla mnie za małe, powiedzmy małych orzechów włoskich. Odstawić na pół godziny do lodówki. Smażyć na patelni do zbrązowienia. Nie miałam niestety chutney'a z zielonych pomidorów, podałam więc z tzatzykami i chutneyami: tamaryndowym (Grecy podróżowali, czyż nie?), i ze śliwek i ananasa.

Były jeszcze Garides saganaki, ale nie załapały się na zdjęcie. Mimo to podaję przepis, jako że można wykorzystać środki pomidorów terrine sałatkowej.
Jeżeli zachowaliśmy skórki i środki z pomidorów, należy podgotować je w garnku, na niewielkim gazie, do odparowania, a następnie przetrzeć przez sito, by pozbyć się skórek i pestek.
W naczyniu do zapiekania ułożyć rozmrożone w zimnej wodzie, gotowane krewetki, dodać pokrojone na plasterki ząbki czosnku. Zalać ciepłym sosem pomidorowym, posypać pokruszoną fetą (grecką fetą, ser typu... się nie rozpuści), zapiekać w temperaturze 180 stopni jakieś 10 minut.


środa, 20 sierpnia 2008

Kurczak w pikantnym sosie pomidorowym

czyli prawie indyjskie curry na Tydzień z Pomidorami...

1 fenkuł (pokrojony w plasterki)
2 cebule (w piórkach)
100 g gęstej pulpy pomidorowej (bardzo, bardzo leniwy przepis, nie będziemy odparowywać pomidorków)
sok z połowy limonki
2 łyżeczki madras curry (u mnie hot)
1 łyżeczka sambal oelek
1 łyżeczka garam masala
3 łyżki pokrojonych czarnych oliwek
2 podwójne piersi z kurczaka

W głębokiej patelni o grubym dnie rozgrzać 2 łyżki oliwy. Wrzucić curry, garam masalę i sambal, podsmażyć. Dodać cebulę i fenkuł, dusić na średnim ogniu aż cebula zrobi się szklista (nie brązowa). Zalać pomidorami, dodać piersi z kurczaka pokrojone w kawałki i oliwki. Dusić jakieś 10 minut. Skropić sokiem z cytryny.
Podawać można z ryżem, a makaronem, a można też z plackami ziemniaczano - cukiniowymi:
3 średnie cukinie (ok. 15 cm długości)
1 kg ziemniaków
10 suszonych pomidorów
2 jajka
1 średni por

Ziemniaki i cukinię (każde osobno) zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cukinię przełożyć na sito, posolić, odsączać jakieś 20 minut. Ziemniaki zostawić w pojemniku, po mniej więcej 20 minutach odcisnąć. Wyciśnięty płyn zostawić, żeby się ustał, zlać wodę znad skrobi, z powrotem dodać ziemniaki. Wymieszać z cukinią, jajkami i pomidorami. Doprawić solą i pieprzem.
Smażyć na rozgrzanej patelni na złotobrązowo.



Coxinha

Przepis na chrupiące kuleczki z nadzieniem z gotowanego kurczaka i serka, zamieszczony w wydawanym przez Gazetę Wyborczą "Kulinarnym Atlasie świata" (odcinek Brazylia), przypomniała na forum Galeria Potraw Kasiaaaa24. Nie mogłam mu się oprzeć - zresztą nie tylko ja... Podaję brzmienie oryginalne, komentując od czasu do czasu...
  • 3 piersi kurczaka (gotujemy 4, trochę mięsa trzeba odpalić kontrolerom jakości)
  • 1/2 posiekanej cebuli
  • 2 posiekane ząbki czosnku
  • 6 łyżek masła
  • 2 kostki bulionu wołowego (jakiejkolwiek kostki lub bulionu, bądźmy szczerzy)
  • sól
  • pieprz
  • 3 szklanki mąki
  • 25 dag kremowego twarożku (np. Toska - ja tez lubiłam Toscę, ale teraz jest Turek ;o)
  • mięta - posiekane listki świezej
  • 2 jajka
  • tarta bułka
  • tłuszcz do głębokiego smażenia (na zwykłej patelni także wyjdą)
Włóż do garnka (najlepiej ciśnieniowego - eeeee tam, ciśnieniowego...) kurczaka, cebulę, czosnek, bulion, sól, pieprz i masło. Wlej 4 szklanki wody, gotuj, aż kurczak będzie miękki (w garnku ciśnieniowym trwa to około 10 minut - w zwykłym wcale nie dużo dłużej). Z bulionu wyjmij piersi kurczaka i drobniutko je pokrój (do farszu możesz dodać natkę lub szczypiorek - albo miętę, albo cokolwiek). Odmierz i zagotuj 3 szklanki bulionu, w którym gotował się kurczak. Wsyp mąkę, energicznie mieszając gotuj około minuty, aż powstanie ciasto. Wyjmij z garnka, a gdy trochę przestygnie, dodaj dwa żółtka i zagniataj tak długo, aż nie będzie grudek (około 10 minut). Następnie rozwałkuj ciasto do grubości 1/2 cm i powycinaj kółeczka (np. szklanką). Na każdym ułóż trochę serka i porcję farszu z kurczaka (tak naprawdę to wymieszałam kurczaka z serem - znacznie prościej). Brzegi kółeczek sklejaj mocno ponad farszem, formując je tak aby przypominały udka kurczaka (nie przejmuj się niewielkimi pęknięciami - panierka je zaklei). Panieruj w roztrzepanym białku, a potem w tartej bułce. Smaż 8 minut w głębokim tłuszczu, co jakiś czas odwracając (ale na patelni też wyjdą świetne).

Bardzo, bardzo dobre, acz praco(czaso)chłonne. Kontrola jakości wypadła pozytywnie.


Jeżeli zabraknie wam farszu - polecam pokrojoną drobno szynkę wymieszaną z twarożkiem kozim. Jeżeli zabraknie cierpliwości - ciasto świetnie przechowa sie jeden dzień w lodówce...
Dipy to zupełnie inna historia, powiem tylko że same coxinha bardziej bliskowschodnio niż brazylijsko mi się skojarzyły...

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Zaległy makaron z kurkami i cukinią

z cyklu obiady szybkie i niewymagające...

Składniki na oko:
2 łyżki oliwy
2 nieduże cukinie,
ok. 30 dag pieczarek
ok. 0,5 kg kurek
2 posiekane szalotki
50 ml wermutu
150 ml śmietany
50 g pinioli

Oczyszczone kurki i pokrojone na kawałki pieczarki poddusić na oliwie. Dodać posiekaną szalotkę oraz cukinię w kawałkach wielkości pieczarek. Doprawić solą i pieprzem, pokruszoną papryczką chili, zalać wermutem (uważam, że bardzo się lubi z grzybami), odparować.

Wmieszać (ostrożnie, żeby się nie zwarzyła) śmietanę.

U mnie podane z makaronem spaghetti i posypane uprażonymi na suchej patelni orzeszkami piniowymi.

piątek, 8 sierpnia 2008

Upside-down z figami i gruszkami

W sklepiku obok miejsca pracy pojawiły się świeże figi. Coś z nimi trzeba zrobić, takiego wartego zapamiętania. No i powstało ciasto z figami i gruszką, ciasto "do góry nogami", z lekko owocowym toffi na wierzchu...

Przepis na gruszkowo-migdałowe upside-down znalazłam na blogu Cook (almost) anything at least once przetłumaczyłam i przemierzyłam (znaaaacznie zmniejszając ilość proszku do pieczenia) . Efekt - bardzo fajny, nie za słodki, i powiedziałabym - bardzo letni.

na wierzch:
4 świeże figi
1 spora gruszka
100g brązowego cukru
50 g masła
łyżeczka cynamonu
50 g migdałów w płatkach

na ciasto:
150g miękkiego masła
100 g cukru
100 g mielonych migdałów
250 g mąki
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 ml mleka

Najpierw wierzch (który póki co będzie spodem). Gruszkę obrać, pokroić na ćwiartki, usunąć gniazda nasienne, każdą ćwiartkę przekroić jeszcze na trzy części. Figi umyć, odciąć ogonki, pokroić na plasterki.
W rondelku, na niewielkim ogniu, roztopić masło z cukrem i cynamonem.
Formę wysmarować masłem i obsypać mąką. Wylać masę maślano - cukrową. Ułożyć figi i gruszki. Posypać migdałami w płatkach.

Teraz ciasto. Masło rozetrzeć z cukrem na gładką, puszysta masę (trochę to potrwa, a jeżeli do masy zamiast białego cukru dodamy brązowego, potrwa jeszcze dłużej). Pojedynczo wbijać jajka, dobrze mieszać. Następnie delikatnie wymieszać całość z mlekiem, wsypać przesianą mąkę, mielone migdały i proszek do pieczenia. Gładką masę wykładać na gruszki i figi.
Piec jakieś 50 minut, do uzyskania efektu suchego patyczka".
Pozostawić na chwilę w formie by nieco przestygło, ale podawać jeszcze ciepłe...


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails