sobota, 17 grudnia 2011

Kalafior. Po prostu kalafior.

Tej jesieni z radością odkryłam, że mazowiecki rolnik - i sprzedawca - odkrył, że kalafior niejedno ma imię. Na targu, na stoisku, ba z samochodu, sprzedawano kremowe, fioletowe, pomarańczowe główki. I o ile fiolet stracił - po gotowaniu - na uroku, a pomarańcz wypłowiał, to romanesco szturmem podbiło moje serce... Chrupiące, barwne, nietypowe... pięknie kontrastujące ze swoim "zwykłym" kuzynem..
Inspirację - nie tylko na kalafiora zresztą - znalazłam na blogu 101 cookbooks. Zajrzyjcie tam - po więcej pomysłów na kalafiora, ale także dlatego, że po prostu warto. 
Samo danie jest zaskakująco uzależniające - jedliśmy z Księciem Małżonkiem kilka dni z rzędu i w zasadzie nie mieliśmy dość... A w dodatku smakuje nawet zadeklarowanym kalafiorofobom.

 
Składniki:
  • kalafior -  ważne, by był świeży, jędrny, chrupiący (taki, którego przynajmniej połowę najchętniej zjedlibyście na surowo...), o żywym kolorze bez przebarwień;
  • orzeszki piniowe,
  • limonka,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sól, papryczka espelette;
Zaczynamy od uprażenia na suchej patelni orzeszków piniowych, które następnie przesypujemy do miseczki i odstawiamy na bok. Kalafiora myjemy, osuszamy i kroimy na w miarę równe, niewielkie kawałki - coś pomiędzy orzechem laskowym a małym włoskim. Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oleju (oliwy). Dodajemy kalafiora i oprószamy solą. Smażymy, aż będzie przyrumieniony, na ostatnią minutę dodajemy wyciśnięte przez praskę ząbki czosnku i otartą skórkę z limonki. Mieszamy z orzeszkami piniowymi, skrapiamy sokiem wyciśniętym z limonki i posypujemy papryczką...
Świetnie sprawdza się jako samodzielne danie...

niedziela, 11 grudnia 2011

Pierniczki 2011

Lepione i wycinane kolektywnie.
Ciasto jest naprawdę fajne - zwarte, nie zanadto lepiące. Pierniczki rosną trochę, ale nie zanadto... Świetnie nadają się do "witraży", lecz tegorocznym hitem - przynajmniej w mojej ocenie - był "reniferu" z czerwonym nosem.Ewentualnie białym, jeżeli temu orzechu zeszła w czasie pieczenia skórka. Dziurki lepiej robić przed pieczeniem - słomką do napojów. Po wyjęciu z piekarnika ciasteczka błyskawicznie twardnieją...
Za przepis uprzejmie dziękuję matce mojego dziecka chrzestnego, która znowuż zdobyła go jeszcze od kogoś ;)
Składniki:

  • 4 szklanki mąki pszennej (a tak naprawdę kg, przyda się do podsypywania i wyrabiania),
  • 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej,
  • 30 dag. miodu rozpuszczonego ciepłego
  • 1,5 szklanki cukru,
  • 2 kopiaste łyżki masła,
  • przyprawy - w oryginalnym przepisie chodzi o jedno opakowanie, ja jednakowoż dosypałam jeszcze mielony kardamon, imbir, cynamon (po łyżeczce) i po pół łyżeczki: pieprzu, mielonych goździków i mielonego ziela angielskiego...
  • 2 jajka,
Garnek o grubym dnie postawić na średnim palniku, na niewielkim gazie. Rozpuścić (nie gotować!) w nim miód, cukier i masło, wymieszać z przyprawami. Lekko przestudzić. Dodać dwie szklanki mąki (zmieszanej z sodą), wymieszać. Dodać jajka, rozmieszać i wreszcie resztę mąki. Wyrabiać (podsypując) aż ciasto będzie zwarte, i nie będzie się za bardzo lepić. Wałkować - znów podsypując; ciasto z okrawków mieszać z małymi porcjami tego nie wałkowanego. Piec 12-15 minut w 180 stopniach.
W celu uzyskania reniferowego nosa należy przekroić orzechy laskowe na pół i lekko wciskać w pierniczki przed pieczeniem.

czwartek, 17 listopada 2011

Dynia faszerowana po polsku

Inspiracją dla tego dania było przepiękne zdjęcie w książce "Food from Plenty"* i sobotni targ w Falenicy, na którym nareszcie udało mi się znaleźć coś więcej niż dynię hodowaną "na rozmiar". I śliwki suszone. Polskie. Duże, lekko kwaskowe, z delikatną nutą wędzenia. Z pestkami i bez pestek, do wyboru, do koloru... Po kilku wizytach muszę przyznać - miło jest wstać w sobotni ranek, by pokręcić się wśród dobrej żywności....

Muszę się też do czegoś przyznać - mam ostatnio fazę na grykę. Kaszę mogłabym jeść codziennie. Do tego odkryłam niedawno, pochodzące z piekarni Garbolewskich z Radzymina: chleb gryczany (genialny do kanapek z rybą) i ciasteczka gryczane z czekoladą... Zobaczycie, kiedyś jeszcze znajdę lody ;)
Przepis jest prosty, bardzo prosty.
Składniki:
  • dynia,
  • polska szynka dojrzewająca,
  • suszone śliwki,
  • cebula - pokrojona w drobną kostkę,
  • kilka suszonych grzybków,
  • szklanka kaszy gryczanej,
  • dwie szklanki wody
  • tymianek,
  • ser
Potrzebne nam będą niewielkie okrągłe dynie - średnicy miseczek. Szorujemy je z wierzchu, przecinamy na pół, pozbawiamy pestek i łyka. Lekko solimy środek, skrapiamy olejem (neutralnym smakowo) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika (200 stopni) na jakieś 20 -30 minut. Jeżeli śliwki są tegoroczne, nie musimy ich namaczać. Niemniej jednak grzyby dobrze jest zalać na jakie 10 minut.

W tym czasie na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju. Wsypujemy pokrojoną w kostkę szynkę i cebulę. Smażymy, aż cebula się zeszkli. Dodajemy pokrojone dość drobno śliwki i grzyby, a następnie kaszę gryczaną. Zalewamy gorącą wodą, gotujemy pod przykryciem. Skręcamy ogień, gdy kasza się ugotuje, ale będzie jeszcze lekko twardawa (w razie potrzeby można podczas gotowania dodać trochę wody). Doprawiamy (głownie pieprzem, szynka jest jednak dość słona. Przekładamy nadzienie do dyniowych miseczek, na wierzch kładziemy kawałki sera (mhmmm koryciński z orzechami włoskimi... poezja) i zapiekamy w piekarniku.

Również ten przepis zgłaszam do akcji "Gotujemy po polsku", organizowanej przez blog Kuchnia Ireny i Andrzeja, pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTłoczenia.pl

Gotujemy po polsku IV
______________
*Diana Henry "Food from Plenty" - gorąco polecam i powiadam Wam, na pewno jeszcze nie raz i nie dwa o niej u mnie przeczytacie...

wtorek, 15 listopada 2011

Swojska kiełbasa

Bardzo swojska, bo robiona "tymi rencami" wspólnie z Przodkiem. Niektórzy z Was już mieli okazję spróbować, reszta niech żałuje :)

Składniki:

  • 3/5 łopatki wieprzowej (u nas ok. 4,2 kg),

  • 2/5 boczku lub podgardla (ok 2,8 kg),

  • flaki,

  • 4 główki czosnku - obranego i drobniutko posiekanego,

  • sól, pieprz, pieprz ziołowy;

Wieczorem poprzedniego dnia mięso pokroić na spore kawałki, przepuścić przez maszynkę. Wymieszać z solą, przełożyć do miski i odstawić do lodówki. Flaki (oczyszczone, zasolone, jak najcieńsze) przepłukać i namoczyć przez noc w zimnej wodzie. Następnego dnia mięso doprawić sporą ilością pieprzu i pieprzu ziołowego, dodać czosnek, bardzo dobrze wyrobić. Surowa masa powinna być doprawiona "za bardzo".
Flaki ponownie przepłukać, przełożyć do miski pod ręką. Na maszynkę do mięsa nałożyć lejek. Flak lekko nadmuchać, żeby rozdzielić ścianki. Nasunąć flak na zwilżony lejek, prawie do końca. Koniec zawiązać grubą (można nawet podwójną) nitką. Masą kiełbasianą napełniać jelito, uważając, by nie pękło.


W wędzarni rozpalamy ogień. My - z racji a) przywiązania do tradycji i b) dostępności surowca - olszyną. Nie za suchą - optymalnie jest, gdy większe kawałki są lekko wilgotne...


Zawieszamy na drążkach (małe pętka dobrze jest związać, żeby się nie zsunęły). Wędzimy w ciepłym dymie, na niewielkim w sumie ogniu, do "pierwszego pomarszczenia". W tym przypadku jakieś 2,5 - 3 godziny...



Jemy oczywiście jeszcze ciepłą, w towarzystwie zimnej wódki :)



To moja druga propozycja w ramach zabawy Gotujemy po polsku, organizowanej przez blog Kuchnia Ireny i Andrzeja, pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTłoczenia.pl


Gotujemy po polsku IV


piątek, 11 listopada 2011

"Gęsina" na świętego Marcina

Wszak w dniu dzisiejszym danie z gęsi jest obowiązkowe, czyż nie? Oto przed Państwem: rosół z gąsek. Gąsek zielonek :) Za przepis dziękujemy nieocenionemu Królikowi.
Przygotowania rozpoczynamy dzień wcześniej - czyli 10 listopada. Gąski czyścimy - pędzelkiem, ściereczką - z czego się da. Następnie w misce rozrabiamy wodę z solą - roztwór ma być wyraźnie i dość słony - i moczymy gąski przez noc. Rano zmieniamy im wodę - nowa znów z solą - i raz przepłukujemy w niej. Odsączamy i kroimy na paski.
W sporym garnku wstawiamy wodę na wywar warzywny - dodajemy pęczek (albo i dwa) włoszczyzny, opaloną nad gazem cebulę. Do wywaru dodajemy gąski i gotujemy jakieś 15 - 20 minut.
W charakterze opcjonalnej omasty na patelni wytapiamy na skwarki, pokrojony w kostkę boczek (albo słoninę, albo podgardle...). Dodajemy drobno posiekaną cebulę, szklimy (a nawet złocimy). Mieszamy z zupą.

Podajemy z gotowanymi, gniecionymi ziemniakami.

I tym przepisem zgłaszam się do udziału w IV już edycji zabawy Gotujemy po polsku, organizowanej przez blog Kuchnia Ireny i Andrzeja, jak co roku odbywającej się pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTłoczenia.pl

Gotujemy po polsku IV

niedziela, 16 października 2011

Chleb pełnoziarnisty

Dzisiejszy World Bread Day to świetna okazja, by po dłuższej przerwie odpalić maszynę do pieczenia chleba i spróbować coś zamieszać...
Przepis trochę improwizowany. Powstał szybko, gdyż o całej akcji... dowiedziałam się z wpisów Karoliny i Zieleniny. Mojemu razowo-orkiszowo-otrębowemu bochenkowi daleko do ich cudeniek, ale ważne że zapach w domu był :)

Wymieszać razem:
  • szklankę mąki żytniej razowej,
  • szklankę otrąb pszennych,
  • szklankę płatków owsianych,
  • 1/2 szklanki mąki orkiszowej,
  • 1/2 szklanki otrąb owsianych,
  • pół łyżeczki soli,
Do maszyny wlać:
  • 340 ml wody
  • 2 łyżki oleju
i dodać
  • łyżeczkę brązowego cukru.
Wsypać suche składniki, a na wierzch - paczuszkę (7g) drożdży. Ustawić pogram "razowy" i wrócić po ponad trzech godzinach ;).
Chleb jest ciężki, zwarty, chrupiący z wierzchu. Na przeciwległym biegunie do chleba tostowego :)
Bake Bread for World Bread Day 2011

niedziela, 2 października 2011

Sok z awokado

Pogoda za oknem wakacyjna. Niedziela rozwija się leniwie (choć tak naprawdę powinna być bardzo zapracowana). Na stole przede mną kolejne wspomnienie z wakacji w Maroku.
Gdy po raz pierwszy, w Casablance, przeczytałam o soku z awokado, pomyślałam że musi być bardzo drogi. Na szklankę potrzeba będzie przecież całej masy tych jagódek (soczystość nie jest wszak ich mocną stroną)... Okazało się, że chodzi tak naprawdę koktajl mleczny ze zmiksowaną smaczliwką. Gęsty, aksamitny, z delikatną nutą cytrusowego soku. Świetny na śniadanie czy po prostu jako małe co nieco w ciepły dzień.
  • 1 dojrzałe awokado,
  • pół szklanki jogurtu naturalnego,
  • pół łyżeczki soku z cytryny lub limonki,
  • coś do posłodzenia: cukier, miód, syrop z agawy...
  • mleko
Do blendera wrzucić miąższ awokado. Skropić sokiem z cytryny, zalać jogurtem i zmiksować. Dodawać porcjami mleko, do osiągnięcia pożądanej konsystencji. Posłodzić do smaku.
Napój jest świetną bazą. Spróbujcie dodać zmiksowane maliny - najlepiej tworząc "kolorki", czyli warstwy - pół szklanki soku z awokado i na to smoothie z malin roztartych z sokiem pomarańczowym.

Rozglądałam się po różnych miejscach, w których podają koktajle, i u nas chyba jeszcze nikt na to nie wpadł... aż dziwne :)

piątek, 23 września 2011

Pasztet z zielonej soczewicy

Inspirowany przepisem Agnieszki Kręglickiej, wyszperanym w "Wysokich obcasach". Ale dopiero Polka narobiła mi ochoty na coś takiego... Z uwagi na pewne odchudzające się jednostki chciałam przerobić go tak, by pasował do I fazy diety South Beach, w której marchewki - pieczone czy gotowane - raczej nie są mile widziane.
Powiem szczerze, że wersja z zieloną soczewicą i bez marchewki zdecydowanie bardziej mi smakuje :)
Składniki na standardową keksówkę:
  • szklanka soczewicy zielonej
  • 1 pietruszka
  • pół sporego selera korzeniowego
  • mała cukinia (lub pół dużej)
  • 1/4 szklanki orzeszków ziemnych
  • por
  • 3 jajka
  • sól, pieprz, mielona kolendra, oregano, tymianek
  • 3 ząbki czosnku
Soczewicę opłukać i ugotować w sporej ilości wody do miękkości. Odcedzić, lekko ostudzić. Pietruszkę, seler i cukinię zetrzeć na tarce o małych oczkach. Pora drobno pokroić. Czosnek i orzeszki zmiksować, razem z większością soczewicy (część zostawić, żeby chrupała).
Na dość głębokiej patelni na rozgrzanym oleju przesmażyć warzywa doprawione solą, pieprzem i suszonym tymiankiem. Pod koniec smażenia dodać masę orzechowo-soczewicową i kolendrę mieloną.
Masa musi być mocno doprawiona - nawet trochę "zbyt". Po dodaniu jajek i upieczeniu złagodnieje.
Zawartość patelni przełożyć do sporej miski, wymieszać z jajkami. W razie potrzeby doprawić. Wypełnić formę (keksówkę) wysmarowaną tłuszczem i wysypaną drobno zmielonymi otrębami owsianymi (Mamo, wiem, że to faza II diety, ale: a) w zasadzie ich się nie je, bo zostają na ściankach b) była ich łyżka na formę)

Piec 30-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Dla ułatwienia innym życia otagowałam większość moich przepisów także jako "DSB I". Pierwsza faza diety ma to do siebie, że jest restrykcyjna i bardzo łatwo może się znudzić. A nuda, to początek końca każdej diety... Możliwe, że aby dostosować przepis do I fazy, będzie trzeba dokonać niewielkiej poprawki - wyrzucić łyżeczkę cukru, czy też nie przyrządzić grzanek do zupy...

poniedziałek, 19 września 2011

Jajecznica z cukinią... zielono mi ;)

Idealne danie śniadaniowe w sezonie. Szybkie, lekkie, z niespodziewaną nutą mięty. Oryginalny przepis jest znakomity, wystarczy zaś szczypta papryczki d’Espelette, by całość stała się niebiańska.
Na porcję dla jednej osoby potrzebne nam będą:
  • 2 jajka
  • 1 młoda cukinia, pokrojona obieraczką do warzyw na wstążki (bez części z pestkami), a następnie z grubsza posiekana w wąskie paseczki,
  • 2-3 listki mięty, drobno posiekane,
  • sól, pieprz, szczypta ostrej papryczki d’Espelette (albo chili),
  • 3 łyżeczki oliwy.
Na patelni rozgrzać łyżeczkę oliwy. Przesmażyć cukinię - krótko, jakąś minutę - zdjąć z patelni, przełożyć do miseczki i wymieszać z miętą. Jajka rozkłócić z solą i pieprzem. Wlać na patelnię pozostałe dwie łyżeczki oliwy, rozgrzać, a następnie wylewać jajka, mieszając energicznie. Tuż przed końcem smażenia dodać cukinię, wymieszać. Przed podaniem posypać papryczką.

środa, 14 września 2011

Tajskie curry z kurczaka z grzybami leśnymi

Lubię grzyby. Ba, nawet bardzo lubię grzyby. Pieczarki, boczniaki, shitake, maślaki i prawdziwki. Suszone, duszone, pieczone. Marynowane (ech, jadłam kiedyś w Nowym Sączu jakieś cudo, którego nazwy nie pamiętam, tylko jakoś kolczaście mi się kojarzy... najlepszy marynowany grzyb w moim życiu).
Gdy jednak przychodzi co do czego i dostaję kolejną partię, przez chwilę (czasem dłuższą) czuję się niepewnie. Nie mam pomysłu. Chciałabym zrobić coś super, i nic nie przychodzi mi do głowy. Sos - no ileż można. Duszone ze śmietaną - Książę Małżonek ze śmietaną nie lubi, poza tym takie grzyby są raczej dodatkiem do obiadu. Zupa grzybowa? Najczęściej dostaję wraz z dostawą surowych grzybów. Pieczone już były, suszonych mam pod dostatkiem... Na surowo - tylko borowiki w carpaccio, z innymi jeszcze nie próbowałam. Rozpacz.

Ostatnio chodziło za mną curry. Tajskie curry. Nieudana wizyta w warszawskiej restauracji "Dziki ryż" (strrrraszna porażka) tylko tę ochotę spotęgowała. W domu był kurczak, było mleko kokosowe, pasta curry czerwona jest zawsze... no i były grzyby. Oczyszczone, pokrojone na kawałki i krótko przesmażone na suchej patelni. Czekające na pomysł. I się pojawił. Trochę może ryzykowny, przyznaję, ale przepyszny. Zamierzam kontynuować wyprowadzanie grzybów polskich na międzynarodowe wody :)
Będą nam potrzebne:
  • grzyby - podgrzybki, prawdziwki lub kozaki, pokrojone w kawałki i przesmażone tak, by lekko odparowały; mniej więcej 400ml miska :)
  • pierś z kurczaka pokrojona w kawałki na jeden kęs,
  • mleko kokosowe - puszka 400 ml,
  • łyżeczka czerwonej pasty curry (ewentualnie więcej, zależy od mocy pasty),
  • kawałek imbiru - obrany i drobno posiekany lub starty,
  • łyżka sosu rybnego,
  • cukier palmowy - łyżeczka do łyżki,
  • łyżka soku z limonki,
  • łyżka oleju,
  • kolendra - nie miałam, a skręcona kostka powstrzymała mnie przed wyjściem do sklepu;
W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej. Dodajemy pastę curry i imbir, smażymy aż pasta zbrązowieje (uwaga, żeby się nie spaliła). Dodajemy kurczaka, smażymy aż mięso się zetnie. Dorzucamy grzyby i wlewamy mleko kokosowe. Dusimy jakieś 10 minut, pod koniec dodając sos rybny, cukier i sok z limonki.

Curry nie będzie czerwone - grzyby sprawią, że nabierze brunatnej barwy, i raczej nic z tym nie da się zrobić.
Na obiad podałam z ryżem. Zaś resztki były znakomite w połączeniu z omletem:
2 jajka, łyżeczkę sosu rybnego, pół łyżeczki oleju chilli i dymkę posiekaną ukośnie wymieszać i usmażyć na niewielkiej patelni.

sobota, 20 sierpnia 2011

Chłodnik ze świeżych ogórków z szałwią melonową

Tegoroczne lato nie rozpieszcza nas za bardzo jeżeli chodzi o upalne dni... ale kilka ich się znalazło i udało mi się popełnić "taratoropodobny" chłodnik z ogórków, z orzechami włoskimi i szałwią melonową...
Składniki:
  • 500 ml jogurtu,
  • ok. 0,5 kg ogórków,
  • szklanka wody mineralnej - z lodówki,
  • ząbek czosnku - starty,
  • 100 g orzechów włoskich - grubo tłuczonych i podprażonych na suchej patelni,
  • garść szałwii - posiekanej,
  • oliwa, sól, pieprz;
Ogórki należy obrać, przekroić na pół, pozbawić pestki a następnie zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Posolić i odstawić na 10 minut. W tym czasie wymieszać jogurt, wodę, łyżkę oliwy i czosnek. Schłodzić. Dodać odsączone ogórki, 3/4 szałwii i 3/4 orzechów. Wymieszać, doprawić solą i pieprzem, wstawić do lodówki na godzinę - dwie. Podawać posypane szałwią i orzechami, polane oliwą.


czwartek, 11 sierpnia 2011

Makaron z grzybami

Niedługo pewnie przyjdzie czas na potrawy wymagające więcej czasu, bardziej skomplikowane, bogatsze. Póki co - nadal prosto. W sezonie grzybowym - obiad z niczego, a w zasadzie ze spiżarni. Odkąd węgierski sklep Papryka otworzył stoiska w praskich centrach handlowych i "wyszedł do ludzi" w zasadzie zawsze w lodówce jest podsuszany boczek czy paprykowana słonina. A i grzybów w tym roku dostatek...

Składniki:
  • mieszane grzyby leśne (kurki, podgrzybki, maślaki, kilka kozaków) - oczyszczone i pokrojone w kawałki,
  • węgierska słonina w papryce - kawałek wielkości pudełka od zapałek, pokrojony w centymetrową kostkę,
  • świeży tymianek - listki z kilkunastu gałązek
  • makaron - bardziej wstążki niż rurki, ale na prawdę rodzaj to rzecz wtórna...
  • olej, sól, pieprz
Zagotować wodę na makaron. Osolić, wrzucić kluchy i gotować do uzyskania al dente.
W tym czasie na rozgrzaną patelnię wlać łyżkę oleju, wrzucić grzyby. Smażyć na średnim ogniu, aż puszczą wodę, a następnie odparują. Dodać słoninę i mniej więcej połowę tymianku. Doprawić solą i delikatnie pieprzem (papryka ze soniny rozpuści się w tłuszczu i danie będzie dość ostre...), podsmażyć do wytopienia słoniny. Dodać odsączony makaron i resztę tymianku, jeszcze chwilę przesmażyć.

Danie wygląda na suche, ale dzięki słoninie i grzybom suchym nie jest. jest za to pikantne i proste ;)

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Pierogi z jagodami

W zasadzie każda potrawa w wykonaniu Królika* wygląda na banalnie prostą. Czy to najlepsze zawijane zrazy wołowe pod słońcem (parzone! nie obsmażane), czy to pyszny kurczak na grilla w marynacie (kurczę, sama ją tego uczyłam, a nie potrafię). Na szczęście pierogi z jagodami faktycznie są proste...
Ciasto - klasyczne (jak dla mnie), z mąki - zmieszanej ze szczyptą soli - zaparzonej gorącą wodą. Właśnie takie moja Mamuś robi na Wigilię, i właśnie takie ja po niej przejęłam. Niektórzy twierdzą, że jest trudne w przygotowaniu... Hę? Zalanie mąki gorącą wodą (tak mniej więcej szklanka wody na półtorej szklanki mąki) ma być skomplikowane?

Nadzienie - też banał: jagody wymieszać z cukrem. Dużą ilością cukru ;)

A potem wałkujemy, wycinamy, lepimy i gotujemy w lekko osolonej wodzie...


_________________
* Szanownej Rodzicielki Księcia Małżonka, pamiętacie chyba?

środa, 27 lipca 2011

Naleśniki z kozim serem, botwinką i orzechami


Totalne lenistwo.

Smażymy ulubione naleśniki (dużo, bo naprrrrrrrrawdę lubimy naleśniki...). Na patelni krótko na maśle podsmażamy pokrojone buraczki i większe liście botwinki (delikatniejsze można zostawić i zjeść surowe). Wszystko pakujemy do naleśników razem z kozim twarożkiem i podprażonymi na suchej patelni orzechami.

I czegóż chcieć więcej?

środa, 6 lipca 2011

Sos z pieczonych pomidorów

Decyzja księgarni Amazon o wprowadzeniu bezpłatnej wysyłki do Polski poważnie nadszarpnęła mój budżet. W dodatku funt póki co stoi dość nisko, co daje mi świetny pretekst do zamawiania książek...
W jednym z kolejnych rzutów w paczce znalazł się pierwszy tom "Tender" Nigela Slatera. Solidne tomiszcze w twardej oprawie. A w środku... warzywa. Ich rodzaje, odmiany; notatki na temat uprawy, wspomnienia. Propozycje połączeń i wreszcie przepisy. Wszystko podane z pięknymi zdjęciami i okraszone szczyptą poczucia humoru i ironii. "Tender" to książka, którą można czytać od deski do deski lub na wyrywki; na pewno zaś sięgać się po nią będzie się wielokrotnie...

Przy okazji szparagów (tak wiem, że jest już jakby po sezonie) przeczytałam tam taką oto króciutką notkę, w części dotyczącej przyprawiania:

"Pomidory Świeży sos z pomidorów, uzyskiwany dzięki połączeniu pieczonych małych pomidorków, rozgniecionych widelcem, z oliwą, rozgniecionym czosnkiem i odrobiną czerwonego octu winnego."

Proste? Proste...
Genialne? Mhmmm, jeszcze jak genialne.

Zwłaszcza, jeżeli dodać odrobinę mięty. Lub innych świeżych ziół. Ze szparagami, i bez, na zimno, i na ciepło, z rana i wieczorem... no po prostu musicie spróbować.

Pomidorki należy przekroić na pół i rozłożyć na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia. Można obok ułożyć szparagi czy plastry cukinii... Wsuwamy skropione oliwą do piekarnika nagrzanego do 180 - 200 stopni Celsjusza, na 10-15 minut. Albo do czasu, gdy warzywa się zrumienią. A potem miksujemy pomidorki z oliwą, czosnkiem (cebulą, szalotką, porem...), ziołami i octem winnym. Nie na gładko...

Na zdjęciu podane z sałatką ze szparagów, cukinii, podgotowanego (4-5 minut) młodego bobu i ziół. I dużej ilości ziół (łącznie z kwiatami kolendry :)

środa, 1 czerwca 2011

Tarta z wędzonym dorszem


Lubicie wędzone ryby? Bo ja bardzo. Oczywiście najbardziej w wersji bez ości, które generalnie uważam za zbędne i psujące całą radość z jedzenia ryb. Ale to właśnie widok świeżo uwędzonej makreli, pstrąga czy łososia potrafi przemóc moją niechęć do zabawy w wybieranie paskudztwa.
Od pewnego czasu chętnie kupuję wędzone dorsze, o jędrnym i jasnym mięsie, rozwarstwiającym się w płatki "na jeden gryz".

Dziś bardzo szybki obiad, powstały pod wpływem natchnienia i konieczności spożytkowania chłodzonego ciasta francuskiego i wędzonego dorsza. Książę Małżonek stwierdził, że nie spodziewał się, że to będzie "takie dobre" gdyż wędzony dorsz mu tu zupełnie "nie pasił". A jednak :)


  • blat ciasta francuskiego,
  • mięso obrane z jednego średniego wędzonego dorsza,
  • łyżka oliwy,
  • 2-3 dymki, pokrojone dość drobno,
  • 2-3 łyżki serka naturalnego,
  • pół pęczka koperku, drobno posiekanego,
  • 2 żółtka lub 1 cal jajko,
  • garść startego żółtego sera,
  • 2-3 pieczone papryki
Ciasto francuskie rozwijamy, lekko rozwałkowujemy i zawijamy brzegi. Nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza. Pieczemy aż się zezłoci.

W rondlu ub na patelni rozgrzewamy oliwę, podsmażamy dymkę. Dodajemy dorsza i chwilę jeszcze przesmażamy. Skręcamy gaz, dodajemy koperek, serek naturalny i żółtka (lub jajko). Doprawiamy pieprzem i ostrożnie (wędzona ryba!) solą.
Masę przekładamy na podpieczony spód, dekorujemy pokrojoną na paseczki pieczoną papryką i posypujemy żółtym serem. Pieczemy do zapieczenia sera.

Podajemy z sałatą...

niedziela, 29 maja 2011

Kolejna Pawłowa

...czyli jak bez większego wysiłku uszczęśliwić gości :) Beza według przepisu Nigelli Lawson* jest niekwestionowanym przebojem w kategorii "ciasto na okazję". Gdy raz na jakiś czas odchodzę od schematu i wypróbowuję coś nowego, innego, zawsze jest ktoś kto stwierdzi "hmmm, dobre, ale gdzie jest beza?" Oto więc jest. Zwłaszcza, że jest prosta i szybka w wykonaniu (no dobrze, szybka odliczając czas pieczenia) a w dodatku przysługuje mi niekwestionowane prawo rozprawienia się - po wstawieniu ciasta do piekarnika - z resztkami sztywnej, lśniącej piany, pachnącej lekko cytryną (cytrynowy ocet winny), pozostałej na łyżce i ściankach miski...


Przepis na bezę bez trudu znajdziecie w sieci - sama podawałam go już dwukrotnie: przy okazji gruszkowej Pawłowej dla Księcia Małżonka i Pawłowej b&w z ananasem i miętą. Czemu więc kolejny post na ten sam temat? Bo chcę Wam zaproponować podanie bezy z bitą śmietaną i ... truskawkami z dodatkiem kolendry, soku z limonki i brązowego cukru.

W miseczce (lub moździerzu) mieszamy sok wyciśnięty z połówki limonki (coś około dwóch łyżek) z łyżką brązowego cukru i dwoma - trzema truskawkami. Dodajemy drobno posiekany pęczek kolendry. Bezę smarujemy bitą śmietaną, równomiernie skrapiamy salsą truskawkową, a na wierchu układamy świeże truskawki w cząstkach.

I spora (bo z ośmiu białek) beza znika jak sen złoty...

PS. Truskawki zdecydowanie lubią kolendrę - świadczy o tym powyższy przepis, a także wspominany już koktajl truskawkowy... który właśnie idę sobie zrobić :) Spróbujcie także, w sezonie, Pawłowej z salsą czereśniowo-miętową.

Poza tym, przedstawiam "Orzeszki" w nowej, wakacyjnej szacie...
_________________________
* który w fatalnym TVN-owskim tłumaczeniu upowszechnił się w polskiej netosferze kulinarnej gdzieś około 2007 roku, poniekąd za sprawą koleżanki z bloga Chillibite

wtorek, 10 maja 2011

Grule


Dobry ziemniak nie jest zły. Powiem więcej - dobry ziemniak jest dobry na wszystko ;)

W związku z powyższym chciałabym Wam dziś polecić wycieczkę do niedawno otwartego lokaliku na Nowym Świecie w Warszawie. Dokładnie rzecz biorąc, pod adres Nowy Świat 52a, lokal 2 (wejście w bramie). Znaleźć tam możecie grule - wielkie, pieczone ziemniaki z bardzo smacznymi farszami i sosami. Nie są to jednak ziemniaki zwyczajnie upieczone i nacięte - nie, ich środek jest wydrążany, mieszany z masłem i serem, dzięki czemu zyskuje przyjemnie kremową, lżejszą konsystencję... Jako że zjedzenie jednego giganta lub dwóch olbrzymów w locie nie jest proste, można sobie przysiąść przy niewielkim stoliczku, w przyjemnej salce, w otoczeniu słonecznie żółtych akcentów i zielonych roślin. Właściciele bez większych problemów dają się naciągnąć na pogaduchy, i wymianę przepisów...
Zajrzyjcie koniecznie, bo warto wspierać coś, w co włożono tyle serca i entuzjazmu. I nie zapomnijcie przy okazji pozdrowić ode mnie dzielnego batata, który przeżywszy zagładę rodzeństwa ujął serce właścicielki kiełkowaniem i w tej chwili wyjątkowo malowniczo prezentuje się na parapecie.
Dla tych, którym chwilowo nie po drodze do "Grooli" - a także dla ich właścicielki - mam przepis na grulę z nadzieniem łososiowym.

Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni Celsjusza. Bierzemy stare, duże ziemniaki. Dokładnie szorujemy. Obtaczamy w oliwie. Układamy na blasze i pieczemy 40 minut do godziny. W tym czasie wyciągamy z lodówki masło i ucieramy trochę żółtego sera, a także mieszamy w miseczce jakiś biały ser typu "bieluchowatego" z pokrojonym na niewielkie kawałki łososiem wędzonym i drobno posiekaną melisą (czy innym ziółkiem), doprawiając masę szczyptą pieprzu.
Ziemniaki wyjmujemy, nacinamy na krzyż. Łyżką wydłubujemy środek, tak by nie przeciąć skóry, wrzucamy do sporej miski, dodajemy do smaku masło i ser żółty, ucieramy na gładką masę. pakujemy z powrotem do łupinek ziemniaczanych, na wierzch nakładamy farsz łososiowy.

I już ;)

Jeżeli szło nam opornie, ewentualnie ziemniaków było kilka, przed nałożeniem twarożku dobrym pomysłem może być ponowne podgrzanie ziemniaków nadzianych masą. Danie jest zdecydowanie lepsze na ciepło.

niedziela, 8 maja 2011

Kaczka w buraczkach z przymrużeniem oka


Wolne chwile pomiędzy świętami a końcem długiego majowego weekendu (nie to, żeby było ich zbyt wiele) spędziłam na leniwej lekturze kulinariów - książek, gazet - i przeglądaniu sieci. Pod wpływem tej atmosfery (oraz z uwagi na leżącą w lodówce pieczoną kaczą pierś, którą Książę Małżonek - nietypowo dla siebie - zignorował) wpadłam na pomysł "gołąbków" w liściach botwinki. Skoro Grecy mogą zawijać farsz w liście winogron...
Na zaprzyjaźnionym stoisku dostałam pęczek o ładnych, sporych, sztywnych liściach...

Liściom odcięłam ogonki, przepłukałam je i wrzuciłam na 2 minuty do gorącej wody z octem winnym, solą, cukrem i kilkoma ziarenkami pieprzu syczuańskiego (zalewę zrobiłam na oko, jak na bardzo - bardzo - łagodne grzybki).

W garnku o grubym dnie rozgrzałam łyżkę masła i wrzuciłam na nie 4 cebule pokrojone w piórka. Lekko posoliłam, zeszkliłam. Następnie zalałam 50ml żubrówki (kaczka lubi jabłka, czyż nie? żubrówka też lubi jabłka) i odparowałam. Dodałam pół szklanki wody, łyżkę słodkiego sosu sojowego i łyżeczkę utłuczonego, podprażonego pieprzu s. Dusiłam około 40-50 minut, na konfiturę.
Kaczkę szubko odgrzałam (przy okazji mocno przyrumieniając), pokroiłam w plasterki.
Na każdy listek kładłam kawałek kaczki, łyżeczkę konfitury cebulowej i zwijałam.

Pyszne. Rozważam, czy by nie zakonserwować liści botwinki tak, jak się konserwuje liście winogron do zawijania.... A, i następnym razem dodam do środka cząstkę pieczonego jabłka...


Z uwagi na ceremonię zwijania, danie jedzone jest stanowczo na zimno, i moim zdaniem stanowi tak znakomity pomysł na wszelkiego rodzaju imprezy, jak i pikniki :)

Czas na piknik II

czwartek, 5 maja 2011

Kolejna tarta botwinkowa


Niestety, ostatni miesiąc nie był najlepszy dla bloga. Najpierw mało czasu, późne powroty i ciemne wieczory. Później... Ech. Gdzieś w dalekim świecie błąka się nasz Nikuś, z dala od domu i rodziny, z zapasami zdjęć na kartach i fotobanku (choć teraz pewnie już bez nich)... Może chociaż dojdzie do Pacanowa...
Nic to. Żyje się dalej.

Sezon na botwinkę w pełni. Mam już za sobą jeden fantastycznie udany wynalazek, którym podzielę się niedługo. A dziś - w biegu - kolejna odsłona botwinkowej tarty.


Ciasto klasycznie, jak w podlinkowanym przepisie (z 200 g mąki, 100 g masła i 1 jajka). Nadzienie - botwinka podduszona na oleju sezamowym, z dodatkiem łyżeczki podprażonego i drobno utłuczonego pieprzu syczuańskiego. I kilkom pieczarkami w ćwiartkach, bo coś go mało było. A na wierzchu...
Oglądałam ostatnio 30 minut Jamiego O. i w przepisie na zieloną lasagne zafascynowało mnie użycie serka wiejskiego (takiego w granulkach) do zapiekania. Musiałam wypróbować.
GENIALNY POMYSŁ
Zamiast bawić się w mieszanie jajek, śmietany, solenie, dodawanie sera... Na wierzch tarty wykładamy opakowanie (200g) serka wiejskiego (u mnie nawet 3% tłuszczu) i posypujemy delikatnie odrobiną sera żółtego. Zapiekamy jak zwykle.
Serek wiejski faktycznie topi się trochę jak mozarella, ciągnie, i w ogóle nie zachowuje jak serek wiejski :)
Polecam. Także na piknik ;)
Czas na piknik II

sobota, 30 kwietnia 2011

W kuchni panny Marple II - podsumowanie

Podsumowanie skromne, przy czym ubogość przepisów jest wyłącznie moją winą... z ambitnych planów i wybranych przepisów na każdy dzień akcji udało mi się wykonać 2 (słownie: dwa). Ech, życie jest brutalne.


Konsti z Apparecchiamo? zaprosiła nas
Krokodyl na blogu Pomarańcza i imbir uprzejmie donosi, że w sobotę rabin pościł.
Lady Aga w swoim Nieco Dzienniku zaprezentowała Chleb wiejski z melasą. Dla Kurta, który odszedł w mrok
U mnie zaś:





Czy o kimś zapomniałam? Kogoś pominęłam? Dajcie proszę znać...

Jednakowoż przy okazji muszę się pochwalić bardzo miłym wydarzeniem związanym z akcją - skontaktowała się ze mną pani Katarzyna Kwiatkowska, zapalony "przeglądacz" Durszlaka (jak sama o sobie napisała) i autorka kryminału "Zbrodnia w błękicie". Muszę Wam powiedzieć, że książka jest świetnie napisana i bardzo apetyczna - godna wielbicielki kryminałów i gotowania... na pewno przypomnę sobie o niej przy okazji kolejnej "Panny Marple". Pani Katarzyno, bardzo, bardzo dziękuję...

czwartek, 24 marca 2011

Kotlet Pożarskiego


"(...)- A ten kotlet a la Pożerski? - Wirski stuknął w powieloną na niebiesko kartkę jadłospisu.
- Towarzysz kapitan ma na myśli kotlet pożarski - poprawił go uprzejmie kelner. - Raczej nie polecam...
Wirski westchnął. Głównie z powodu tego "Raczej nie polecam". Przyzwyczaił się już do podobnych do tej rad kelnerskich. Rad wyłącznie negatywnych. Nie rozumiał jednak, skąd zmiana w nazwie jego ulubionego dania. Dlaczego Pożerski, restaurator i hotelarz z Marszałkowskiej, zamienił się w "strażackie" danie. Klasowa zemsta, czy zwykła pomyłka?(...)"*

Nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie skąd wziął się kotlet a la Pożarski, kotlet Pożarskiego czy kotlet pożarski.
Niektórzy łączą go z księciem Dymitrem Pożarskim, który, będąc w czasie smuty dowódcą pospolitego ruszenia, w 1612 roku (po bitwie z Chodkiewiczem) wyparł wojska Rzeczypospolitej z Moskwy. Inni znów polskim lekarzem, Pożarskim herbu Pomian, powstańcem styczniowym zesłanym na Syberię, który po udanej ucieczce przedostał się do Paryża i tam założył restaurację ze zdrową żywnością (w której to restauracji serwowano kotlety drobiowe...). Czy to przypadek, że 10 lat po powstaniu styczniowym w Paryżu rodzi się Edwarda Pomian-Pożarski, lekarz, fizjolog żywienia i gastronom, twórca (pod pseudonimem Edouard de Pomiane) , na cześć którego powołano do istnienia "kulinarnego Nobla", Order Pomiana?

Ale niestety. Jakkolwiek miła byłaby myśl o polskim pochodzeniu kotleta pożarskiego, należy jednakowoż zaufać źródłom pisanym, źródłom z epoki, które autorstwo tegoż przypisują karczmarzowi (karczmarce, bo mogłaby być nią Daria Pożarska) z miejscowości Torżok w guberni petersburskiej...
„W międzyczasie zjedz po drodze
Kotlet Pożarskiego (właśnie kotlet)
Jedź do Torżku, spróbuj proszę,
Nie ma nic lepszego”.**
Tak w 1826 roku pisał w liście do swego przyjaciela Aleksander Puszkin.
W tej samej zda się oberży, nieco później, bo w roku 1839 zatrzymał się francuski arystokrata, markiz Astolphe de Custine.
„(...)Torżok, jak się dziś mówi, słynie z jeszcze jednej specjalności: są to mianowicie kotlety z kury. Pewnego razu cesarz zatrzymał się w Torżku w jakimś małym zajeździe, gdzie podano mu faszerowane kotlety z kury, które, ku jego wielkiemu zdumieniu, okazały się wyśmienite. Oczywiście te kotlety z kury zasłynęły w całej Rosji. A oto źródło ich pochodzenia. Kiedyś zatrzymał się w Torżku jakiś nieszczęsny Francuz. W miejscowej gospodzie przyjęto go życzliwie i dobrze potraktowano. Owa gospoda należała do pewnej kobiety. Na wyjezdnym Francuz powiedział jej: „Nie mam czym zapłacić, ale pomogę ci zrobić majątek” – i pokazał jej, jak powinno się przyrządzać kotlety z kury. Powiedziano mi, że traf chciał, iż po raz pierwszy przygotowane według tego bezcennego przepisu kotlety oberżystka podała cesarzowi, i okazało się, że próba wypadła wybornie. Oberżystka już nie żyje, ale jej dzieci czerpią zyski z odziedziczonej po niej renomie (...)”***

Składniki:
  • 70dag mielonego mięsa drobiowego (w ramach ograniczania kurczaków - indyczego),
  • 1 jako - żółtko i białko oddzielnie,
  • 20g miękkiego masła
  • środki z dwóch kajzerek, namoczone w mleku
  • sól, pieprz
  • tarta bułka do panierowania
  • masło i olej do smażenia
Mięso dobrze wymieszać z żółtkiem, masłem i bułką. Białko ubić na sztywną pianę. Mięso doprawić solą i pieprzem, wymieszać (delikatnie) z białkiem. Kotlety panierować (u mnie były na tyle wilgotne, że bułka trzymała się sama). Na patelni rozgrzać olej, rozpuścić masło i smażyć partiami... Podałam z tłuczonymi ziemniakami i surówką z jabłka i pora...
W kuchni panny MArple II

_________________
* Morderstwo w Alei Róż, Tadeusz Cegielski, Warszawa 2010, W.A.B.
**Listy, Aleksander Puszkin, Warszawa 1975, PIW
*** Rosja w roku 1839, Astolphe de Custine, Warszawa 1995, PIW

piątek, 18 marca 2011

Śledzie w sosie miodowo - musztardowym


Zamieszczanie postów coś mi ciężko idzie... no ale może się poprawię... i wrzucę nawet coś ze zdjęciem... później...

"(...)-Fantastyczne śledzie tu macie, w życiu tyle nie zjadłem. To chyba niezdrowo tak przed nocą, co?
- Przeciwnie, śledzie są lekkostrawne. Proszę, niech pan weźmie jeszcze.
- Nie, to już nieprzyzwoite. Zresztą, ostatniego.
- A nie za słone?
- Świetne, muszą być słone(...)"


Powyższy dialog pochodzi ze spektaklu "Upiór w kuchni", komediowego kryminału autorstwa Jacka Majewskiego (pod pseudonimem Patrick G. Clark), wyreżyserowanego (dwukrotnie) przez tegoż. Bardziej znana jest druga wersja, z 1993 roku, nadawanego w ramach Teatru Telewizji, ze znakomitą obsadą: Irena Kwiatkowska, Hanna Śleszyńska, Leonard Pietraszak, Wiktor Zborowski, Marek Kondrat, Krzysztof Kowalewski. Ogląda się to, proszę Państwa, fantastycznie - świetna gra aktorska, najwyższej klasy (zresztą czego innego można się spodziewać).

A przepis na śledzie? Prosty, ale jeden z naszych ulubionych. Przywiózł go z podróży po Polsce (podejrzewam, że z Olsztyna) Książę Małżonek, pozyskawszy od jednej Pani Mecenas, której nazwisko niestety nam już umknęło. Podejrzewam także, że przebieg rozmowy mógł wyglądać podobnie...
  • 6-7 płatów śledziowych w occie(hmm, kupiłam a la matjas...)
  • duży kubek jogurtu
  • 4 łyżki majonezu
  • 1 łyżka miodu
  • 3 łyżki musztardy z gorczycą
  • trochę pieprzu
  • curry - do smaku i dla koloru (mnie wychodzi z reguły ok 2 łyżek)
  • 2-3 cebule (raczej średnie)
Jeżeli człowiek jest równie ogarnięty, co ja, to musi śledzie opłukać i namoczyć chwilę w mleku. Jeżeli kupiło się śledzie w occie, to trzeba je odsączyć z zalewy, pokroić na małe kawałki.
W każdym przypadku cebulę pokroić w półplasterki, przesypać cukrem, zalać sokiem z cytryny albo przelać wrzątkiem (żeby zmiękła). Wymieszać jogurt z majonezem, miodem, musztardą, i curry, lekko doprawić pieprzem. Zalać śledzie z cebulą, odstawić do przegryzienia na około 24 godziny.

W kuchni panny MArple II

czwartek, 17 marca 2011

Lá Fhéile Pádraig


Jak dzień świętego Patryka, to piwo. Zielone, rzecz oczywista... Raciborskie zielone, tradycyjnie warzone (pasteryzowane, fermentujące w otwartych kadziach) tworzone przez Browar zamkowy z Raciborza. Syyyympatyczne - może troszkę zbyt słaba piana, może gorsze od Lubuskiego zielonego Browaru Witnica - ale warto.

A do posłuchania wielbiciel faworków i wszelakiego jedzenia, gwiazdor szantowych scen warszawskich i nie tylko... the one and only - Fajer... i Kapela Spod Stołu



środa, 16 marca 2011

Bardzo dobry omlet ;) z awokado i papryką


Jakiś czas temu odkryłam omlety. I w sumie sama nie wiem, czemu robię je tak rzadko - są pyszne, szybkie, pozwalają sprzątnąć lodówkę, jajka mam w zasadzie zawsze na drzwiczkach...

Poniższy przepis, efekt chwilowego natchnienia (i obecności awokado w lodówce) przebił nawet omlet z sosem worcestershire...

Składniki:
  • 2 jajka,
  • ok 5-10 cm pora (białej części),
  • ok. łyżki oleju,
  • łyżka słodkiego "wina ryżowego" mirin,
  • łyżeczka sosu sojowego
  • pół dojrzałego awokado
  • pieczona papryka (3-4)
  • dodatki: sól, pieprz, sok z cytryny (limonki) i nać kolendry
Pora obrać, przekroić wzdłuż, wymyć pod bieżącą wodą. Posiekać drobno, w cienkie pół- lub ćwierćplasterki. Na patelni rozgrzać olej (lub olej z masłem) i podsmażyć do miękkości pora (można lekko oprószyć solą). W miseczce wymieszać jajka z mirinem, sosem sojowym, i szczyptą świeżo zmielonego pieprzu, dokładnie rozkłócić. Jajkami zalać pora, rozprowadzić po patelni, smażyć na średnim ogniu do ścięcia (jeżeli nie opanowaliśmy sztuczki z wlewaniem jajka pod uniesione brzegi omletu, można patelnie nakryć pokrywką). Gdy poczujemy, że podczas potrząsania patelnią omlet odchodzi i przesuwa się, przekręcamy na druga stronę i krótko smażymy.
W międzyczasie kroimy paprykę i awokado (awokado można skropić sokiem z cytryny, żeby nie ciemniało) i siekamy kolendrę.
Omlet zsuwamy na talerz, posypujemy kolorkami, zjadamy ze smakiem.

środa, 2 marca 2011

Dandan Mian - makaron po syczuańsku


Jeżeli chodzi o Państwo Środka, to pociągały mnie w nim kiedyś trzy rzeczy - kuchnia chińska, Jangcy i Wielki Mur. Traf chciał, że dane mi było zakosztować i zetknąć się z wszystkimi trzema. Oraz wieloma, wieloma innymi...
Od tej pory, jako wielbicielka literatury podróżniczej, baczną uwagę zwracam na pozycje okołochińskie. I mam dla Was bardzo smakowitą nowinkę.
Posiadam w swojej biblioteczkę książkę Fuchsii Dunlop Sichuan cookery. Nie wiem, czemu o niej jeszcze nie pisałam. Chociaż nie, już wiem. Po prostu póki co cały czas ją czytam i się zachwycam w skrytości ducha :) Ale teraz z radością donoszę, że nakładem Świata Książki ukazało się polskie tłumaczenie jej autobiograficznej opowieści o kuchni chińskiej. "Płetwa rekina i syczuański pieprz" to pozycja, którą czytam z uśmiechem na twarzy i tęsknotą w duszy. Nawet jeżeli moje Chiny i Chiny Fuchsii dzieli kilkanaście lat, i cała epoka, to przecież pamiętam te smaki, kolory, ten gwar. Polecam gorąco, zwłaszcza że i tłumaczenie przyjemne...
Wśród przepisów znajdujących się i w Sichuan cookery i Płetwie rekina jest przepis na makaron dandan Laobana Xie.
Makaron dandan to jedna z tradycyjnych potraw kuchni syczuańskiej. Kiedyś sprzedawana była przez obnośnych sprzedawców (i stąd jego nazwa: dan to chiński czasownik "nosić"). Teraz zniknęła już z ulic (choć, jak widać poniżej, noszących kosze nadal się widuje) i trafiła do barów i restauracji.
Oddajmy głos autorytetom:
(...) Sama nie wiem, ile wersji przepisu wypróbowałam przez te wszystkie lata. Nigdy jednak podczas swych wędrówek nie natknęłam się na makaron dandan tak smakowity jak ten serwowany przez LaobanaXie w niepozornej jadłodajni nieopodal Uniwersytetu Syczuańskiego.
Oczywiście próbowałam przekonać Laoban, by zdradził mi recepturę, ale nigdy nie wyjawił jej w całości - zamiast tego zwodził mnie fragmentarycznymi odpowiedziami. Pewnego dnia niechętnie pozwolił mi obserwować, jak jego pracownicy przygotowują w miseczkach przyprawy, innym razem zgodził się, żebym skosztowała olejów i sosów, w końcu wyjawił skład swego niurou shaozi, przepysznego przybrania z mielonej wołowiny (...)*

Bardzo smaczne, rozgrzewające danie, choć jak na wrednych mięsożerców przystało, zwiększyliśmy dwukrotnie ilość mięsa :)

Składniki (zgodnie z przepisem oryginalnym):
500 g świeżego makaronu jajecznego lub 300 g suszonego,
Na mięsną "posypkę":
1 łyżka oleju arachidowego,
3 suszone chili (jeżeli wolimy łagodniejsze danie, bez pestek),
½ łyżeczki pieprzy syczuańskiego (jeżeli mamy w miarę dobrej jakości, jeżeli nie - nawet 1 łyżeczkę),
2 łyżki syczuańskich pikli yacai**,
100g mielonej wołowiny,
2 łyżeczki jasnego sosu sojowego
Na sos:
pół łyżeczki do łyżeczki mielonego prażonego pieprzu syczuańskiego,
¼ łyżeczki soli (pominęłam),
2 łyżki pasty sezamowej,
2 łyżki jasnego sosu sojowego,
2 łyżki ciemnego sosu sojowego,
2 łyżki oleju chili (z płatkami papryczek),

Rozgrzać olej arachidowy w woku lub głębokiej patelni. Na gorący (ale nie dymiący) wsypać pieprz i chili. Smażyć przez chwilę, aż rozwiną zapach i dodać opłukane na sitku pod bieżącą wodą pikle. Otworzyć okno, bo w górę uniesie się aromatyczny, lekko gryzący dym. Smażyć przez chwilę, mieszając, a następnie dodać mięso i sos sojowy. Smażyć na brązowo-złoto.
Składniki sosu wymieszać. Makaron ugotować, odcedzić. W miseczkach do serwowania na dni umieścić równe porcje sosu, następnie makaron i na szczycie mięso. Podawać gorące.

Z widelcem po Azji


___________
* "Płetwa rekina i syczuański pieprz", Fuchsia Dunlop, tłumaczenie Joanna Hryniewska, Świat Książki, Warszawa 2011
** pod wpływem wizyt "u syczuańczyka" i tamtejszej fasolki z "czymś" kupiłam całkiem sporo tych małych saszetek w chińskim supermarkecie... i dzięki bogom...

piątek, 25 lutego 2011

W kuchni panny Marple II


Mam nadzieję, że chociaż niektórzy z Was pamiętają zabawę, jakiej oddawaliśmy się w 2009 roku. Dziś mam przyjemność zaprosić Was do jej kolejnej odsłony - W kuchni panny Marple II.

Dla tych, którzy zapomnieli, a także dla nowych uczestników, krótkie przypomnienie zasad - przygotowujemy potrawy inspirowane powieściami, filmami czy historiami kryminalnymi, oczywiście ze wskazaniem źródła inspiracji (poprzednia seria dostarczyła mi kilku smakowitych lektur).

Jeżeli chcecie sprawdzić inspiracje sprzed dwóch lat - zapraszam do lektury podsumowania.

A tu bannerek (a w zasadzie jego kod do pobrania ;o)


Przyłącz się do tej akcji!

poniedziałek, 21 lutego 2011

"Pizza" na bardzo, bardzo szybko


Danie kolacyjne, gdy pada się na pysk, a makaron by wczoraj, przedwczoraj, trzy dni temu... Przygotowywane w zasadzie z samych gotowców :)
Od pewnego czasu (oprócz tego, że padam na przysłowiowy pysk) staram się zawsze mieć w zamrażalniku paczkę pszennych tortilli - kupuję "po taniości" w Makro i od razu, zamknięte, zamrażam. W sam raz na szybką kolację, czy brak weny...
Składniki:
  • pszenne tortille,
  • przecier pomidorowy,
  • szynka,
  • ser,
  • kapary, zielony pieprz w zalewie, cebula, rukola,
  • zioła :)
Wyciągamy z zamrażalnika żądaną ilość tortilli. Wersja deluxe: w małym garnku na oliwie podsmażamy posiekaną cebulę, dodajemy przecier pomidorowy i trochę ziół, chwilę gotujemy. Ser kroimy w cieniutkie plasterki. Placki smarujemy sosem (w wersji prostej - zimnym wprost z kartonika), układamy szynkę, ser, posypujemy różnymi różnościami. Wsuwamy do piekarnika pod rozgrzaną górną grzałkę. Pieczemy aż rozpuści się ser.
Podajemy z dużą ilością zieleniny.

Prawda, że to proste? :)


niedziela, 13 lutego 2011

Guōtiē - chińskie przywierające pierożki (potstickers)


Pamiętacie, jak pisałam Wam o pekińskiej ulicy jedzenia - Donghuamen? Mieliśmy tam kilka stałych punktów programu. Obok jagnięcych szaszłyków, kolendrowego bulionu z rybnymi kulkami czy jedwabników - pierożki. Pyszne, nadziane ... młodą kapustą z koperkiem (zapewne była to kapusta pak choy). Z jednej strony delikatne, bo ugotowane na parze, z drugiej - chrupiące, przysmażone na złoto. Coś wspaniałego.

Namówiona przez Quinoamatorkę zamówiłam sobie książkę Asian dumplings. I powiem Wam, że autorka, Andrea Nguyen, jest genialna - obok przepisów na ciasta i farsze poda wam metody lepienia. I porady dla leniwych... Zresztą zajrzyjcie na jej bloga Asian Dumplings Tips...

I w tej książce odkryłam przepis na guōtiē czy też potstickers (jak stwierdził Książę Małżonek - przywieraczki). Podobno powstały, gdy pewien roztargniony chiński kucharz, gotując pierogi na parze, zapomniał o nich i pozwolił całej wodzie się wygotować - a pierożki przywarły (tiē) do woka (guō)... Obecnie efekt ten uzyskuje się podsmażając surowe pierogi na oleju, a następnie zalewając niewielką ilością wody i gotując pod przykryciem.
Wszystkich pierogujących (i nie tylko) zachęcam do spróbowania. Ja zaś w grudniu na pewno wypróbuję zaprezentowaną poniżej metod na klasycznych polskich pierogach z kapustą i grzybami... coś mi mówi, że będzie to hit.
Ciasto (na 24 większe lub 32 mniejsze pierogi)
  • 2 szklanki mąki,
  • 3/4 - 1 szklanki świeżo zagotowanej wody
Z mąki i wody zagnieść ciasto. W misce lub automacie. Powinno być gładkie, lekko elastyczne (ale będzie dość twarde). Wrzucić do szczelnej torebki, wypchnąć powietrze i zawinąć. Zostawić na 30 minut - 2 godziny. Ja pierwszą partię zrobiłam po 40 minutach, drugą po całonocnym leżakowaniu w lodówce - i ta druga była lepsza. Cały dowcip w tym, że ciasto lekko "nadmucha" torebkę, zwilgotnieje i zmięknie.

Farsz. Najczęściej w internecie znaleźć można przepis na nadzienie z kapusty i wieprzowiny, ale my w Chinach zakochaliśmy się w wersji wegetariańskiej.
  • ok 1/3 dużej główki kapusty pekińskiej, drobno poszatkowanej
  • garść suszonych grzybów shitake, namoczonych we wrzątku i pokrojonych drobno,
  • 3-4 cebulki dymki, posiekane
  • ok 3 cm imbiru, obranego i startego,
  • jedna nieduża marchewka, obrana i starta na drobnej tarce,
  • coś, co u nas o tej porze roku nazywane jest pęczkiem koperku - drobno posiekane,
  • łyżka pasty ze sfermentowanej soi,
  • łyżka sosu sojowego,
  • po łyżce oleju sezamowego i z orzeszków ziemnych
Na głębokiej patelni rozgrzać olej. Podsmażyć cebulę, marchewkę, imbir i grzyby. Dodać kapustę, soję i sos sojowy. Dusić do miękkości. Na chwilę przed końcem smażenia dodać koperek. Przestudzić.

Ciasto dzielimy je na 4 części, 3 chowamy do torebki. Z wyjętej części toczymy wałek grubości ok. 2 centymetrów. Kroimy go na 8 części (będą to dość cienkie plasterki). Plasterki rozgniatamy (wałkujemy) na placuszki. Nakładamy po łyżeczce farszu, sklejamy. W ten sam sposób zajmujemy się resztą ciasta.

Na patelni - o średnicy ok. 20 centymetrów (takiej, do której mamy pokrywkę) rozgrzewamy 1,5 łyżki oleju. Układamy surowe pierogi (powinno wejść 8) i podsmażamy minutkę - dwie, aż się lekko zrumienią. Z pokrywką w ręku - osłaniając się nią od patelni - zalewamy pierogi na patelni mniej więcej do wysokości pół centymetra. Uwaga, pryska! Przykrywamy i smażymy 8-10 minut. Po około 6-8 minutach lekko odsuwamy pokrywkę. Gdy zacznie nas dobiegać syczenie, zdejmujemy przykrycie i smażymy jeszcze przez minutkę - dwie.
Podajemy z sosem:
  • 80ml sosu sojowego,,
  • 40 ml octu ryżowego,
  • szczypta cukru,
  • 1-3 łyżeczek oleju z chili
  • łyżka świeżo startego imbiru
To moja kolejna propozycja zapisana do akcji "Z widelcem po Azji"...
Z widelcem po Azji

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails