niedziela, 30 listopada 2008

Schab z gruszkami


Udało nam się znaleźć w Warszawie miejsce gdzie są suszone gruszki (jakiś czas temu wymiotło je ze znajomych sklepów). Tak więc zgodnie z obietnicą zapraszam Was na schab z gruszkami. Dzięki dodatkowi imbiru znakomicie wpisuje się w program korzennego weekendu.

przynajmniej kilogram środkowego schabu,
ok. 400 g suszonych gruszek
główka czosnku
3 łyżki oliwy (może być z chilli)
2 łyżki majeranku,
2 łyżeczki imbiru w proszku
sól, pieprz

Obieram i rozgniatam czosnek. mieszam go w miseczce z solą i pieprzem, majerankiem, imbirem i dwiema łyżkami oliwy.
Schab czyszczę z tłuszczu i błon, a następnie dziurawię wzdłuż, przez środek pamiętajcie, ostrożnie, musi zostać sporo mięsa po bokach, żaby owoce nie uciekły). Gruszki wpycham w nacięcie, dokładnie wypełniając całość.Mięso nacieram masą czosnkowo - przyprawową.
Spory kawałek folii aluminiowej zwilżam oliwą, układam mięso na środku i zawijam szczelnie (ale zostawiając trochę luzu). Przez pół godziny piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza.
Do odpowiednich rozmiarów formy do pieczenia wlewam 100 ml wina (tym razem białego półsłodkiego), układam mięso. Nakrywam kawałkiem folii, i znów wstawiam do piekarnika - na kolejne pół godziny. Po tym czasie zdejmuję folię i pozwalam mięsu się przyrumienić.

Jajko na miękko z pieprzem syczuańskim


Dziś korzennie już od rana. Gdy wczoraj przeglądałam jedną z moich ulubionych książek - Kuchnia z bukietem przypraw Philippa Delacourcelle, już Wam o niej pisałam - wpadł mi w oczy przepis wybitnie śniadaniowy i niesamowicie prosty.

Składniki (dla jednej osoby):
1-2 jajka
1 łyżeczka do kawy pieprzu syczuańskiego
sól morska

Sól i pieprz utłukłam w moździerzu (w przepisie jest napisane, żeby drobno, ale jakoś mi się nie chciało, zresztą miałką sól z pieprzem syczuańskim już mam - gotowca - i to nie to samo). Jajka o temperaturze pokojowej ugotowałam we wrzątku (jakieś 3-4 minuty) a następnie schłodziłam pod zimną wodą.
Wspaniały zapach i smak. Śniadanie w sam raz na pochmurne i zimne dni...

sobota, 29 listopada 2008

Wołowina z kawą i cynamonem


Z okazji weekendu korzennego organizowanego przez Ptasię chciałabym podzielić się z Wami jednym z moich ulubionych przepisów. Znalazłam go na w książce Roberta Makłowicza "Fuzja smaków. Podróże kulinarne Roberta Makłowicza"(Wydawnictwo znak, Kraków 2007). Zakochałam sie z miejsca. Pierwszy raz wyszła mi wtedy wołowina - krucha, soczysta, aromatyczna...

800 g wołowiny bez kości (udziec)
3 łyżki oleju
1 cebula
3 ząbki czosnku
50 ml ciemnego rumu (albo złotego)
1 łyżka mąki
4 liście cynamonu (ew. kawałek kory - u mnie spory kawałek kory)
1 kubek świeżo zaparzonej, mocnej kawy (z tych małych kubków)
2 łyżeczki melasy (nie mam, tym razem podmieniłam miodem spadziowym)
kilka kropel sosu picapeppa (tabasco)
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Mięso pokroić w kostkę jak na gulasz. W rondlu rozgrzać olej, dodać mięso, szybko obsmażyć na mocnym ogniu ze wszystkich stron (ważne, żeby nie zaczęło puszczać soku), oprószyć solą i pieprzem, wrzucić pokrojoną w półplasterki cebulę i posiekany czosnek, zmniejszyć ogień i dusić razem kilka minut. Wlać rum, podpalić; po chwili wlać kawę (nie miałam Blue Mountain, ale Dawidoff pasuje), dodać melasę, ostry sos, liście lub kore cynamonu, oprószyć mąką, wymieszać, przykryć, dusić na niewielkim ogniu około półtorej godziny, w razie potrzeby (w moim wypadku potrzeba była zawsze) podlewać nieco wodą. Uwaga, lubi sie przypalać - ale i przypalone smakuje świetnie.
Stanowi zgrany duet z knedlami, pampuchami, plackami ziemniaczanymi, a na zdjęciu - z ziemniaczaną babką...

niedziela, 23 listopada 2008

Kurczak Hraymi


W poszukiwaniu przepisów na Festiwal kuchni żydowskiej podążałam tropem Claudii Roden. W wywiadzie, zamieszczonym na stronie internetowej Times Online znalazłam przepis na rybę hraymi, podobno odpowiedź libańskich Żydów z Trypolisu na Gefilte Fish. Niestety nie spodobała mi się żadna z ryb oferowanych w pobliskim sklepie. Do przyjęcia były natomiast filety z kurczaka ;o) I tak powstał chicken hraymi.

Składniki:
6-8 ząbków czosnku zmiażdżonych (posiekałam drobno),
5 łyżek oliwy extra vergine,
łyżeczka papryki w proszku,
½ łyżeczki harissy,
2 łyżki przecieru pomidorowego,
sok z 1 cytryny,
sól,
175 ml wody
około kilograma mięsa z piersi kurczaka,
4 łyżki posiekanej kolendry (nie było, niestety).
Na głębokiej patelni, na oliwie, podsmażyć czosnek, do uzyskania lekkiego koloru. Dodać paprykę, harissę, przecier pomidorowy. Zalać wodą, wycisnąć sok z cytryny. Lekko osolić. Gotować na małym ogniu około 5 minut. Rozłożyć kurczaka pokrojonego w spore kawałki, dusić około 10-15 minut (raz obracając). Podawać posypane siekaną kolendrą.

A do tego znaleziony u tej samej autorki, w rozdziale tureckim książki Arabesque. A taste of Morocco, Turkey & Lebanon*, pilaw z rodzynkami i orzeszkami piniowymi (to jest naprawdę genialne połączenie).

400 g ryżu długoziarnistego (lub basmati)
1 duża cebula, posiekana,
3 łyżki oliwy,
100 g orzeszków piniowych,
750 ml bulionu,
łyżeczka mielonego cynamonu,
1/2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego (dodałam zamiast kolendrę i kumin)
sól, pieprz
3 łyżki sułtanek lub małych, ciemnych rodzynek

Na kolejnej głębokiej patelni, na oliwie podsmażyć cebulę na złoto. Dodać orzeszki, smażyć aż nabiorą lekkiej barwy. Wmieszac ryż - tak, by dobrze pokrył się tłuszczem. Zalać bulionem, doprawić zielem, cynamonem, solą (ostrożnie, w zależności od słoności bulionu) i pieprzem, posypać rodzynkami. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem, nie mieszając, przez 20 minut, lub do czasu wchłonięcia wody przez ryż.
Celowo (podaję to przecież z kurczakiem) ominęłam dodatek masła.
_____________________
* Arabesque i Tamarind & Saffron przywiózł mi swego czasu bardzo miły Kurier-Z-UK; im częściej do nich zaglądam, tym bardziej cieszę się że Kurier był tak miły ;o)

Zupa kminkowa mocno orzechowa


Połowa stycznia 2005 roku w Krakowie była słoneczna, choć bardzo mroźna. Podawana w okrąglaku na placu Nowym, na Kazimierzu, kapusta z kminkiem parowała, oddając cenne ciepło, gdy my próbowaliśmy utrzymać w urękawicznionych palcach widelce.
Na szczęście później zaniosło nas do znajdującego się na Kazimierzu hotelu Klezmer-Hois, gdzie odkryliśmy znakomity i niskoprocentowy lek na przemarznięcie - kminkówkę. Spróbowałam ją później odtworzyć w domu. Wyszło bardzo dobrze, a że za oknem śnieg już leży, a nam kończy się festiwal kuchni żydowskiej ... zapraszam.

Na trzy litry wody potrzebować będziemy:
ok 200 gram kminku (20 dag, 7 paczek ;o) - im lepszy, bardziej aromatyczny, tym mniej;
4 marchewki,
4 pietruszki,
1 duży por - w kawałkach,
1 seler.
Kminek wsypać do garnka. Zalać wodą. Doprowadzić do wrzenia. Dodać włoszczyznę, przyprawy. Gotować. Po ok. pól godzinie wyjąć warzywa. Jeżeli kminek nie jest wystarczająco miękki, gotować jeszcze chwilę.
Z włoszczyzny (za wyjątkiem pora, który po ugotowaniu nie nadaje się do niczego) wychodzi bardzo dobra majonezowa sałatka.

czwartek, 20 listopada 2008

Szpinak z orzeszkami piniowymi


Czyli moja pierwsza propozycja na Festiwal kuchni żydowskiej. Zaskoczeni? Niesłusznie. Obok znanych nam potraw, takich jak chałka, czulent czy cymes, wpisujących się w tradycje kulinarną żydów aszkenazyjskich zamieszkujących naszą strefę klimatyczną, są jeszcze potrawy żydów sefardyjskich. Ich kuchnia, tworzona na półwyspie iberyjskim, poddana była wpływom śródziemnomorskim, a w XV wieku, w ślad za wypędzonymi, wyemigrowała między innymi do Włoch, krain Maghrebu, na Bałkany i Bliski Wschód.

Przepis pochodzi z książki Claudii Roden Tamarind & Saffron. Niestety (haaaalo, Mikołaju ;o) nie posiadam jeszcze w domowej biblioteczce jej książki The Book of Jewish Food, której poświęciła 10 lat życia, i w której między innymi tropi ślady kuchni żydowskiej w kuchniach innych narodów. Ale z tego co widziałam, mając ja przez chwile w ręku - warto, oj warto.

500 g szpinaku,
1 średnia cebula, posiekana,
2 łyżki podprażonych orzeszków piniowych,
2 łyżki namoczonych rodzynek,
2 łyżki oliwy,
sól, pieprz

Szpinak poddusić na patelni na łyżce oliwy, doprawić solą i pieprzem. Cebulę podsmażyć na reszcie oliwy na złoto, wymieszać ze szpinakiem, rodzynkami i orzeszkami piniowymi. I już.

środa, 19 listopada 2008

Pawłowa ze szczyptą egzotyki


Jeden z najsłynniejszych deserów świata nazwany został na cześć Anny Pawłowej, rosyjskiej primabaleriny z przełomu XIX i XX wieku. Podobno pierwszy raz przygotowano go według jej własnego przepisu... Bazą jest lekko ciągnąca w środku beza, zdobiona bita śmietaną i owocami.
Jak się może zorientowaliście, po zrobieniu figowo-pekanowego parfait zostało mi 7 białek. A że przyjść mieli lubiący słodycze goście, to aż się prosiło, żeby zrobić Pawłową... Lekko zakręconą Pawłową black&white...

Składniki:
7 białek
350 g cukru pudru
1/2 łyżeczki octu winnego czerwonego
1/2 łyżeczki octu cytrynowego
4 łyżeczki kakao
50 g ciemnej czekolady, posiekanej w drobne kawałki
1 bardzo drobno posiekana papryczka chilli

masa czekoladowa:
Do 3 białek, ubitych na sztywną pianę, dodałam po łyżce 150 g cukru pudru, kakao, ocet z czerwonego wina, posiekaną czekoladę i chilli.
masa biała:
Do 4 białek, ubitych na sztywną pianę, dodałam po łyżce 200 g cukru pudru i ocet cytrynowy.

Na blasze wyłożonej papierem położyłam obręcz tortownicy. Wzdłuż zewnętrznej krawędzi wylałam białą masę, w środek wlałam ciemną. Widelcem zrobiłam delikatne mazaje. Już bez obręczy włożyłam do piekarnika nagrzanego do jakichś 180 stopni C. Po 5 minutach przykręciłam na 150 i piekłamprzez godzinę - mniej więcej.
Wierzch udekorowałam bitą niesłodzoną śmietana i świeżym ananasem pokrojonym w kawałki, otoczonym w cukrze utłuczonym z listkami mięty...

sobota, 15 listopada 2008

Parfait z figami i orzechami pekan


Przepis pochodzi z książki "Iced. 180 very cool concoctions", pełnej wspaniałych przepisów na - w większej części słodkie, ale nie tylko - lody, parfait, sorbety i wszelkie inne mrożone pyszności.

W oryginalnym przepisie zamiast orzechów pekan występują migdały. Tego akurat dnia jednak było w mojej kuchni łatwiej o pekan. Zapraszam do spróbowania mojej pierwszej propozycji na organizowany przez Elę Orzechowy tydzień.

350 g miękkich suszonych fig
60 ml amaretto
7 dużych żółtek
2 łyżki stołowe miękkiego brązowego cukru
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki ekstraktu wanilii
100 g orzechów pekan (migdałów) lekko podprażonych
300 ml śmietanki kremówki

Figi należy pociąć na ćwiartki i umieścić w małym rondelku, razem z likierem. Podgrzewać na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż do wchłonięcia amaretto (ok. 5 minut). Zdjąć z ognia i ostudzić.
Żółtka, cukier, miód i wanilię zmiksować malakserem na gładką, puszystą masę. Dodać figi i kilkukrotnie zakręcić na wysokich obrotach (figi powinny jednak być w kawałkach, małych, bo małych, ale kawałkach). Całość przełożyć do miski i wmieszać orzechy.
Ubić śmietanę. Jedną trzecią wmieszać do masy figowej, potem dodać resztę.
Całość wlać do dużej keksówki, wyłożonej folią spożywczą. Nakryć warstwą folii, wstawić do zamrażalnika. Masa powinna się ściąć w jakieś 4 godziny, ale najlepsze jest po całej nocy chłodzenia.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Placuszki z wędzonym łososiem

Robiłam je już kilkukrotnie, ale za każdym razem znikały zbyt szybko. Tym razem się udało ...
Przepis pochodzi z Wielkiej Księgi Kucharskiej "Przekąski" śp. wydawnictwa Konemann.

125 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
125 ml mleka
1 łyżka śmietany
2 jaja

do dekoracji:
gęsta śmietana
wędzony łosoś

Wymieszać wszystkie składniki na gładkie ciasto, odstawić na 10 minut.
Smażyć na rozgrzanej patelni małe placuszki. Każdy udekorować śmietaną, plasterkiem łososia. Posypać koperkiem lub mieloną papryką...

niedziela, 9 listopada 2008

Muffiny z kozim serem


Uwielbiam kozi ser, także w parze z dobrą wędzoną szynką (albo nutellą, ale to już inna bajka). Dzisiejsze eksperymentalne muffiny wyszły bardzo wilgotne, w sam raz serowe - jak dla mnie, idealne.

Składniki na 12 sztuk:
200 g jogurtu (np. kozio-owczego),
mleko – ok. 50 ml,
10 dag miękkiego koziego sera,
3-4 plasterki wędzonej szynki,
250 g mąki pszennej,
łyżeczka proszku do pieczenia,
łyżeczka miodu,
sól,
6 łyżek stołowych niesolonego masła,
1 duże jajko,
1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu,

Rozgrzewam piekarnik do 200 stopni Celsjusza.

Mieszam kozi serek z dwiema łyżkami jogurtu i drobno posiekaną szynką. W dużej misce łączę ze sobą suche składniki (mąkę, proszek do pieczenia, sól, rozmaryn). W małym garnuszku rozpuszczam masło z miodem, odstawiam do ostygnięcia. Uzupełniam jogurt mlekiem, tak żeby było 250 ml. Dodaję rozpuszczone masło i jajko, a następnie wlewam do miski z mąką.

W natłuszczonych masłem foremkach układam po łyżce ciasta. Na to po łyżeczce nadzienia i nakrywam kolejną łyżką ciasta. Jeżeli mam w lodówce kozi ser, posypuje kilkoma strużynkami. Piekę około 25 - 30 minut.


Cielęcina z sosem rakowym


Ostatnio bardzo polubiłam vitello tonatto, i wszelkie połączenia mięsa z rybami. A jako że w Makro Cash&Carry pojawiły sie mrożone szyjki rakowe, chodziło mi po głowie coś z rakami, coś co wpisałoby się w ramy zabawy "Gotowanie po polsku".
I tak powstała cielęcina z sosem rakowym...

Mięso ugotowałam posiłkując się przepisem na vitello tonnato zamieszczonym przez Elę na blogu My Best Food.
  • 1kg chudej cielęciny na pieczeń
  • 2 marchewki, pół bulwy selera
  • sok i skórka z całej cytryny
  • szklanka wina białego
  • szklanka oliwy z oliwek
  • wody tyle, żeby płynów było do polowy wysokości cielęciny
  • 4 łyżki majonezu
  • 250 g szyjek rakowych
  • łyżka koperku

Cielęcinę oczyściłam z błon (na przyszłość będę wiedzieć, że lepiej podzielić ją na mniejsze kawałki i usunąć także te błony, którymi były poprzerastane), obwiązałam ściśle sznurkiem, włożyłam do garnka o grubym dnie. Dodałam pokrojone w duże kawałki marchewkę i selera, a także kawałeczek pora oraz skórkę i sok z cytryny, wino, oliwę. Dolałam wody i gotowałam na małym ogniu, pod przykryciem, przez około godzinę. Zostawiłam do ostygnięcia.

Marchewkę i selera zmiksowałam z kilkoma łyżkami płynu z gotowania na gładką masę.

250 g szyjek rakowych rozmroziłam, a następnie zmiksowałam (zostawiając kilka do dekoracji) z 4 łykami majonezu i 3 łyżkami sos warzywnego (soląc do smaku). Szyjki rakowe nadały sosowi pewnej faktury.

Mięso pokrojone w cieniutkie plasterki ułożyłam na talerzu, polałam sosem, ozdobiłam całymi szyjkami i posypałam siekanym koperkiem.

sobota, 8 listopada 2008

Naleśniki piwne w dwóch odsłonach


I. Odsłona pierwsza, czyli jak to się wszystko zaczęło


W lodówce czekał na mnie kawałek znakomitej ponoć kaszanki (jakieś 20 dag), Problem w tym, że i ja, i Książę Małżonek, kaszankę jadamy jedynie z grilla. Mocno wypieczoną. Długo biłam sie z myślami, aż w końcu, zainspirowana pomysłem na pierogi z kaszanką i cynamonem, przejrzałam kilka książek kucharskich, aż powstało danie, z którego naprawdę jestem dumna - a w dodatku znakomicie wpisuje się w tydzień Gotowania po polsku.

naleśniki piwne:
1,5 szklanki pszennej mąki
2,5 szklanki Redds'a jabłkowego (można by też spróbować z cydrem)
2 jaja
łyżka oliwy, sól, pieprz
po łyżeczce suszonego estragonu i oregano

Jaja zmiksowałam z piwem i, cały czas miksując, stopniowo dodawałam przesianą mąkę, oliwę, zioła, sól i pieprz. Po kolejnych 5 minutach, przykryłam i odstawiłam - na pół godziny. Przed smażeniem dokładnie wymieszałam. Smażyłam na rozgrzanej, sporej patelni, czego efektem było 7 sztuk...

farsz (na 4 naleśniki):
20 dag kaszanki
średnia cebula - drobno posiekana
Na oleju podsmażyłam cebulkę. Dodałam pokrojoną w plastry kaszankę i dalej smażyłam, aż się rozpadła.

Nałożyłam farsz na naleśniki, złożyłam w trójkąty i polałam sosem jabłkowym.

sos:
2 łyżki stołowe słodkiej musztardy
1 łyżeczka miodu
3 łyżki stołowe octu jabłkowego
6 łyżek oliwy
Wszystkie składniki wlać do małego słoiczka, mocno zakręcić i potrząsać - do uzyskania gładkiej emulsji.
Zdjęcie nie zachwyca, ale spróbujcie - naprawdę warto.

II. Odsłona druga, czyli znowu o wędzonych rybach

Z krótkiej (a nawet bardzo krótkiej) podróży służbowej do Krakowa przywiozłam - między innymi - suma, świeżo wędzonego w zimnym, olchowym dymie. Znajomość z tą wspaniałą rybą (oraz jej kolegami: pstrągiem i łososiem, potraktowanymi w podobny sposób) można zawrzeć w każdy czwartek Pod Baranem - w mojej jak dotąd ulubionej krakowskiej restauracji. A w dodatku można te ryby kupić na wynos, a bardzo mili panowie kelnerzy zadbają o to, by bezpiecznie przetrwały nawet podróż pociągiem...
Tam i z powrotem z Warszawy do Krakowa, kilka spotkań, wszystko w 12 godzin - można się zmęczyć. A w domu trzy głodomory, przy czym jeden z nich (największy) nie bardzo ma ochotę na suchą karmę Royal Canin Indoor Light...
Na szczęście były w lodówce jeszcze 3 naleśniki piwne z wczorajszego dnia, był wędzony sum (część została zjedzona bez dodatków)...

300 g serka (Turek, Bieluch itp.)
4 łyżeczki chrzanu
200 g wędzonego suma (bez ości)
3 garście rukoli
3 naleśniki piwne

Serek wymieszać z chrzanem. Rozsmarować na naleśnikach. Suma podzielić na trzy części, rozłożyć na serku, przykryć rukolą. Naleśniki złożyć w trójkąty.
Coś wspaniałego. I w zasadzie po polsku (no, rukola jest małym wyjątkiem).

Schab ze śliwką


Czyli niekwestionowany przebój wszelkich świąt. Jakiś czas temu moja Mama głośno zastanawiała się, po co właściwie kupuje całą resztę wędlin, skoro i tak nikt na nie nawet nie patrzy. To znaczy nie patrzy do momentu, w którym po schabie zostaje już tylko zapach czosnku i majeranku...
Jakiś czas temu, by ucieszyć Księcia Małżonka, spróbowałam z nadzieniem z suszonych gruszek. Eksperyment okazał się bardzo, bardzo udany. Gdy więc trafiłam na ładny kawałek schabu, stwierdziłam, że moją drugą pozycją w ramach zabawy "Gotujemy po polsku" będzie schab z gruszkami. Niestety okazało się, że na suszone gruszki jest za wcześnie - pojawią się na chwilę przed świętami, choć przecież można je wykorzystać nie tylko w wigilijnym kompocie z suszu.

Schab jednak czekał, więc został zrobiony tradycyjnie - ze śliwkami.

Biorę kilogram ładnego, grubego i równego schabu środkowego - oczyszczonego z tłuszczu i błon (podczas pieczenia błony się kurczą) i długim, ostrym nożem robię w nim, wzdłuż, przez środek, tunel (tylko ostrożnie, musi zostać sporo mięsa po bokach, by farsz nie wychodził). 20 dag suszonych, pozbawionych pestek śliwek (polskie są bardziej aromatyczne, ale miękkie kalifornijskie lepiej sie później kroją) wpycham w nacięcie, dokładnie wypełniając całość.
Mięso nacieram 5-6 sporymi ząbkami czosnku, rozgniecionymi i roztartymi z solą (tak około łyżeczki) oraz zmieszanymi z dwoma łyżkami suszonego majeranku.
Spory kawałek folii aluminiowej zwilżam olejem, układam mięso na środku i zawijam szczelnie (ale zostawiając trochę luzu). Przez pół godziny piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza. Do odpowiednich rozmiarów formy do pieczenia wlewam 100 ml czerwonego wina, układam mięso wyjęte z piekarnika, jeżeli jakieś śliwki zostały, to je też dodaję. Nakrywam kawałkiem folii, i znów wstawiam do piekarnika - na kolejne pół godziny. Po tym czasie zdejmuję folię i pozwalam mięsu się przyrumienić... Zdecydowanie lepsze jest, gdy nieco przestygnie, ale któż by się oparł...

Dobry chleb, plaster mięsa... i jest bosko.

A na schab z gruszkami zaproszę Was, gdy tylko dorwę gruszki...

środa, 5 listopada 2008

Pieczonka z grzybami - gotujemy po polsku

"Cuda czyni Leśniczyni
Pieczonka z grzybami"*

Gdybym była prawdziwą leśniczyną, to pewnie dysponowałabym żeliwnym kociołkiem, i ogniskiem. Bo prawdziwa pieczonka (w innych rejonach zwana także duszonką) to mięsa i warzywa prażone powoli, w żeliwnym kociołku. Samo naczynie wykłada się liśćmi kapusty, a do środka wędrują, układane warstwami, wędzony boczek i kiełbasa, wieprzowina, ziemniaki (buraki). Wszystko razem ustawione w ognisku i szczelnie przykryte, dusi się powoli, dając znakomity pretekst do towarzyskiego spotkania (w dodatku stanowi znakomitą podkładkę pod ewentualne płynne procenty...)

Pieczonka z grzybami w moim wykonaniu to ziemniaki w plastrach z dużą ilością cebuli i szczypiorku, suszonymi grzybami zapieczone pod serem - jak raz, kozim. Proste, mało wymagające, i bardzo, bardzo pasujące do pogody za oknem...

W niedużej misce zalewam wrzątkiem dwie garści suszonych grzybów. Zostawiam na jakieś 5 minut. Około kilograma ziemniaków, obranych i pokrojonych w półcentymetrowe plastry, gotuję przez chwilę (tak by lekko zmiękły). Na rozgrzanej patelni podsmażam dużą, cebulę (posiekaną w drobną kostkę), pieczarki (też w kostkę, ale zdecydowanie większą) i odsączone i posiekane grzyby. Smażę dość długo na małym ogniu - aż cebula się skarmelizuje (ale nie przypali). Całość przyprawiam delikatnie, solą i pieprzem...
W naczyniu do zapiekania mieszam wszystko razem - dodając pół pęczka posiekanego szczypiorku. Posypuję grubo startym serem i zapiekam w 150 stopniach, aż ser się rozpuści... Do tego jakaś lekka sałatka - i już.

Przepis mało odkrywczy, ale w sam raz, by w tygodniu, po pracy, znaleźć chwilę na ugotowanie czegoś w ramach ogłoszonej przez Irenę i Andrzeja zabawy "Gotujemy po polsku"...

___________________________
* Cytat z pewnego zbyt poetyckiego menu...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails