niedziela, 1 marca 2009

Pulpety rybne


I tak oto dobiega końca gotowanie z kryminałem w ręku. Trochę jak dla mnie za szybko. Jeszcze tyle przepisów chodzi mi po głowie... Ale trzeba zając się czymś nowym ;o)
Na zakończenie oczywiście komisarz Salve Montalbano. Smakosz jak Caravalho, ale bez mentorskiej nuty. Je często, do syta, i smacznie. Zwłaszcza ryby...

(...) Luciano przyniósł natychmiast pierwsze danie, dlatego też ich usta poświęciły się od tej chwili wyłącznie jedzeniu. Kiedy wniósł drugie, mieli niespodziankę.
- Pulpety! - wrzasnął profesor z oburzeniem. - Pulpety są dla psów!
Komisarz nie dał się wytrącić z równowagi. Zapach, który docierał do jego nozdrzy, był bogaty i gęsty.
- Tanino jest chory? - spytał zaniepokojony Pintacuda.
- Nie, jest w kuchni - odparł Luciano.
Dopiero wtedy profesor przekroił jeden z pulpetów na połowę i podniósł do ust. Montalbano jeszcze się nie odważył. Pintacuda żuł powoli, przymknął oczy, wydał z siebie coś w rodzaju skowytu.
- Jeśli mi to podacie w chwili śmierci, będę szczęśliwy, nawet idąc do piekła - powiedział cicho.
Komisarz włożył do ust połówkę pulpeta i za pomocą języka oraz podniebienia rozpoczął naukową analizę, o jakiej Jacomuzzi mógł tylko marzyć. A więc: ryba i bez wątpienia cebula, papryka, ubite jajko, sól, pieprz, tarta bułka. Ale brakowało mu jeszcze dwóch smaków, które tkwiły gdzieś pod masłem, na którym tanino usmażył pulpety. Przy drugim kęsie rozpoznał to, czego nie odgadł przy pierwszym: kminek i kolendrę.
- Kofta! - wykrzyknął zdumiony.

- Co pan powiedział? - spytał Pintacuda.

- Jemy danie hinduskie, i to przyrządzone w sposób doskonały.

- Mam w dupie, skąd ono pochodzi. Wiem tylko, że jest jak marzenie - podsumował profesor. - I proszę, żeby pan się już do mnie nie odzywał do końca kolacji.(...)*
Przepis jest tak szczegółowy, że niewiele potrzeba, by przerobić go na danie. Choć moim skromnym zdaniem tłumacz pomylił kmin z kminkiem, i ewidentnie zapomniał o cytrynie/limonce - bo przecież musiała być w składzie...
  • 1,3 kg mrożonych filetów z ryby (u mnie panga),
  • sok i skórka z 1 limonki
  • 1/3 szklanki tartej bułki
  • po łyżeczce mielonych: słodkiej papryki, kuminu i kolendry,
  • sól, pieprz,
  • 1 jajko, roztrzepane,
  • 1 cebula, drobno posiekana,
  • 1,5 szklanki mleka,
  • do smażenia olej i masło
Rybę ugotować w mleku do miękkości. Odsączyć (mleko nie będzie nam potrzebne) i rozdrobnić. Wymieszać z przyprawami. Cebulę podsmażyć na złoto. Dodać do ryby wraz z tartą bułką, jajkiem, skórką i sokiem z limonki. Dobrze wymieszać. Ewentualnie doprawić.
Formować kotleciki lub pulpeciki, smażyć na złoto na oleju wymieszanym z masłem...

Znakomitym dodatkiem jest zielony sos: dwie spore garście świeżych ziół (pietruszki, bazylii, kolendry) zmiksować z 2 łyżkami śmietany, łyżeczką soku z limonki, łyżeczką wasabi(chrzanu) i pół łyżeczki cukru palmowego...
Z kryminałem

_______________________
* Andrea Camilleri, Złodziej kanapek, Noir sur Blanc, Warszawa 2007

7 komentarzy:

asieja pisze...

ale pyszne zdjęcie!:-)

Agata pisze...

Ale mnie ochota na takie rybne pyszności dopadła! Lecę do domu i smażę! :)

Tilianara pisze...

Buuu, a mi się nie udało wziąć udziału w zabawie przez schorowany kręgosłupik, ale za to podziwiam teraz wspaniałe potrawy i ... aż strach się brać za gotowanie hihihi :))) Tym bardziej jak widzę takie smakowite rybki jak u Ciebie :)))

Wspaniała zabawa i mam nadzieję, że wejdzie do stałego repertuaru blogowych zabaw, to następnym razem już na pewno będę się z Wami bawić :)

zawszepolka pisze...

Pinosku ten widelec wyglada bezwzglesnie morderczo! :)))))))

An-na pisze...

I pomyśleć, że ja zdołałam przygotować jedynie rybę na parze i to wcale nie trującą... Ot, spokojny szwedzki kryminał ;)

An-na pisze...

Za to Ty - Pinos - czapki z głów! Śpieszę czytać zaproponowane przez Ciebie kryminały :)

Krokodyl pisze...

uff. Upiekłam. Wszyscy żyją.

Dzięki za fajną zabawę. Masa kryminałów nie ruszona ;-)))))

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails